Archive for » Luty, 2010 «

I feel good.

And I don’t know if I’m being foolish
Don’t know if I’m being wise
But it’s something that I must believe in
And it’s there when I look in your eyes

Piszę, zainspirowana pewnym wpisem. Wpis dotyczył związków. Dość krótka, ale szczera i mocna analiza oraz wynikający z niej podział związków. MorfiQ dzieli związki na ˝udane i te nieudane. Z czego te nieudane dzielą się jeszcze na nieudane oficjalnie i udawanie udane.˝Podział dość oczywistyi trafny.

Rozwińmy. Udane związki wiadomo są udane, nie oznacza to sielanki, ale opartą na szacunku i empatii, ale też miłości relację dwójki ludzi. Nieudane to te, w których jedna bądź druga strona, a w najsmutniejszej wersji obie, są nieszczęśliwe. W całym tym nieszczęściu widać światełko w tunelu, kiedy mamy na tyle odwagi i siły żeby to przerwać, zakończyć. Wtedy jesteśmy wersją oficjalną nieudanego związku. A jak, z różnych względów, tkwimy w tej beznadziei – jesteśmy związkiem udanym udawanym. Najgorszym z najgorszych.

Byłam w takim. Wiele lat. I wiele lat temu. Do dziś nie umiem się z tego wygrzebać. Były potem też inne, ale to co przez lata uwierało widocznie też latami musi się goić. W naszym udawanym udanym związku było wiele rys: totalnie różne cele w życiu, inne zainteresowania, fatalny dobór charakterów, myślę, że nawet brak fascynacji, chemii. Rysą była moja niepewność i jego nadmierna pewność. Jego ambicje zawodowe, a moje inne cele, priotytety w życiu. Moja pewność, że muszę w tym trwać, bo nic lepszego mnie nie spotka i jego pewność, że będzie w tym trwał, dopóki nie znajdzie nic lepszego. Był taki moment, że siedzieliśmy obok siebie, a ja czułam, że jest mi bardziej obcy niż pasażer w tramwaju. Oszukiwaliśmy tak siebie, aż do momentu, kiedy dlużej się już nie dało. Ten absurd udawania doprowadził do teatralnego wręcz zakończenia. Tak po prostu. Nie da rady udawać całe życie. Nawet pół. I teraz przychodzi rachunek:

- 5 straconych lat. Doświadczenie też się liczy, ale można było jednak wykorzystać je lepiej. 5 lat straconych okazji na coś lepszego, cenniejszego, mądrzejszego

- zajebisty niesmak

- ciężka rana, gdy okazało się, że nastąpiła wymiana na ˝lepszy model˝i że przez 3 ostatnie lata naszego związku on aktywnie pracował nad znalezieniem zmienniczki. Ja nie. Ręka w nocniku.

Chciałabym cofnąć czas. Chciałabym żeby tego typa nigdy nie było w moim życiu. Chciałabym być wtedy odważniejsza. Chciałabym pojść już z tym dalej. A najbardziej chciałabym zakochać się i stworzyć związek udany. Oficjalny :)

I wiecie co, nie wiem jak to będzie. Tak jak zaczęłam w tym wpisie, może jestem naiwna, może głupia, może mi się wydaje, a może ˝it’s there when I look in your eyes˝. Bo jest ktoś, kto sprawia że czuję sie … dobrze. Bez udawania. Kto wlewa mi ciepło do serca spojrzeniem, sposobem w jaki wymawia moje imię, uśmiechem. Nie do końca to coś właściwego, więc nie obiecuję sobie za wiele. Niekoniecznie też poprawnie interpretuję może pewne znaki. To ktoś nieatrakcyjny fizycznie na pierwszy (i drugi) rzut oka, a mimo to interesujący. Ktoś, kto przyciągnął moją uwagę od pierwszego spotkania, pierwszego spojrzenia. Ktoś o kim myślę. Ktoś kto jest … Reniferem :)

Przepraszam wszystkich zmartwionych tym wpisem. Nie wiem co to jest, nie wiem jak to powstrzymać. Nie chcę. Chcę sprawdzić, spróbować. Chcę mieć szansę Go poznać lepiej.Po prostu chcę zrobić mały kroczek. Nie chcę wiecznie uciekać i przekreślać szans, zanim je tak naprawdę dostanę. Będziecie trzymać za mnie kciuki? Obiecuję, że zdecyduję się tylko na Związek Udany Oficjalny.

Category: Bez kategorii  816 Comments

… i zawiń je w liście latarni …

Kurczę spieszę się do pracy, ale nie mogę, po prostu nie mogę nie napisać Wam co mi się dziś śniło. :) ))

Byłam na pięknej, pustej, rozłożystej plaży. Nie była to zwykła plaża tylko … kryształowa. Z wydmami, biała i śliska, ale przyjemna. Szłam przez tą plaże z chłopcem ok 11 lat. Zobaczyliśmy brzeg morza i samo morze, PRZEŚLICZNE! Krzycząc z radości wbiegliśmy do wody i płynęliśmy. Jak wypłynęliśmy z zatoki, naszym oczom ukazał się niesamowity widok – w płytkiej wodzie doskonale widzieliśmy idealnie czyste, piaszczyste dno, kolor wody to był najpiękniejszy turkus jaki kiedykolwiek widziałam. Byłam zachwycona.

Dopłynęliśmy do lądu, byli jacyś ludzie. Chcieliśmy coś zjeść, ale nie wiedzieć czemu postanowiłam sama coś ugotować. Przepis dostałam od jakiejś kobiety na ulicy. Danie było z mięsem, ale nie pamiętam szczegółów. Jedyne co pamiętam to to, że po zrobieniu farszu z tego mięsa kazała mi ta pani zawijać je w LIŚCIE LATARNI :) ) I pamiętam moją myśl ze snu:

Liście Latarni??? Przecież latarnie nie mają liści!!!!

Całuję i życzę cudownego dnia. Ps. Dostałam hug od Renka :) :) :)

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Komplement: Mądra i Piękna! (to o mnie!!!!) :))

Ah wczorajszy dzień był jednym z cudowniejszych, bo aktywność Renifera osiągnęła swój szczyt (ale nie sądzę, że osiągnęła szczyt ludzkich możliwości w ogóle :P ). Obsypywał mnie komplementami. Caaaały dzień! Nie wiem czemu – czy poprzedniego dnia więcej się spalił czy też może mniej (za mało?!). Ale wiem jedno – niech tak robi dalej! :) Przyjmowałam wszystkie komplementy „na klatę”, odważnie, głowa do góry, uśmiech i z pięknym DZIĘ-KU-JĘ :) tak, jakby mi się należały. Bo się należały.

Chcę się rozpuszczać, rozpływać, tonąć, pluskać w komplementach! Yes Yes Yes :) Zwłaszcza tych od Renka.

Choć dziś jego aktywność jakby spadła, jestem w wyśmienitym nastroju. Zapaliłam miłosną świece i wsparłam jej moc jeszcze paroma świeczuszkami. Tak, jeszcze nie mam światła w domu :P Renek się zaoferował, że mi z tym pomoże ale pewnie będę musiała znów poczekać, aż w magiczny sposób nie będzie widział świata poza mną. Wczoraj się zaoferował. „Lampy, szafki, malowanie, co trzeba.” Przede wszystkim to trzeba mnie mocno przytulić, Renifer! :)

W wyśmienitym nastroju kończę dzień i postanowiła go jeszcze dodatkowo ubarwić. Dokonałam dziś rytualnego i WIELOKROTNEGO odtańczenia Camerona! Ha? Czy ja widzę, jak komuś rośnie uśmiech na buzi? :) Don’t sell me tonight, don’t sell me tonight, I don’t wanna knooooow :) )) Sprawdźcie zresztą sami – ENJOY!

Jak znajdę chwilę, opowiem Wam, jak Niemcy żegnają karnawał w jego ostatnich minutach i co robią z Winnym tego, że przez ostatnie dni robili z siebie takich durni ;) A teraz odpływam pod kołdrę z moim nowym nabytkiem: The Dive Pipina Ferrerasa. Ale czytam z negatywnym nastawieniem i to mi odbiera trochę radości i frajdy. Nie, chyba nie wierze tamu typowi. Innym razem Wam wyjaśnię o co chodzi, co to za książka i co to za Pipin. Dozo!

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Karnawał w Kolonii

AAA no i wreszcie udało mi się dotrzeć do domu po akcji :) Dziś jest Rosenmontag, z okazji którego w Kolonii odbywa się nieziemskiej wielkości parada. Idzie sobie ta parada kilka godzin (ja wytrzymałam 3) i podczas niej prezentują się różne grupy z miasta. Wszyscy mają torby wypełnione słodyczami i naręcza kwiatów. Uczestników parady szacuje się na milion osób. W tym roku przygotowano 150 TON słodyczy! Znajomi mówili mi, żeby brać ze sobą torby. Nie chciało mi się wierzyć. Nie wzięłam. Zresztą nie jestem też zbyt waleczna. Hahaha. Mimo to zobaczcie na mój ŁUP!! :D A nawet to nie wszystko, bo mnóstwo słodyczy rozdałam na mieście, a o kwiatach nie wspomnę. Gdybym nie zamieniła się w 3 małpy (nic nie widziałam, nic nie słyszałam) wróciłabym do domu bez kwiatów. Każdy zaczepia i wyrywa. Nie powiem, niektóre sama dałam dobrowolnie. Ale nie za darmo tylko za buziaki :D Jeden kwiatek to nawet cenny był, bo buziak był gorący i mokry a właściciel ust mmmhhh cia-cho! :) )

I powiedzcie mi, że sny się nie sprawdzają! :)

Category: Bez kategorii  34 Comments

Będziecie ze mnie dumni.

Od czwartku rozmyślam nad sensem związków – czy warto czy nie warto, czy wolny związek czy żaden i tak dalej. Prosiłam Was o wsparcie, opinie, podzielenie się doświadczeniem. Docierały do mnie te Wasze przemyślenia różnymi kanałami, wszystkie w zastanawiająco podobnym tonie: ALBO WOLNY, ALBO ZWIĄZEK.

Przyznam szczerze, nie zgadzałam się z tym do końca. Sądziłam, że póki nie ma związku, można pozwolić sobie na wolny związek, spotkania bez zobowiązań. Jedynym moim „zmartwieniem” była ta chemia, o którą też Was pytałam. Czy chemia powinna być w wolnym związku czy nie. No i teraz mówię Wam – bez chemii nie ma mowy o wolnym związku. A z chemią nie jest to już wolny związek, tylko początek najzwyczajniej w świecie normalnego związku. Takiego z tęsknotą, radosnym uśmiechem, biciem serca i motylkami, troską i zainteresowaniem sprawami drugiego człowieka.

Od czwartku myślałam o tym, z niektórymi z Was także rozmawiałam. Analizowałam. Zmęczenie ostatnich dni oraz ważny projekt w pracy, który zamykałam w piątek dodatkowo mnie obciążały. Dlatego sobotę przeznaczyłam na lenistwo, odpoczynek i sen. Sobota nie wystarczyła. Wieczorem zostałam w domu, o ludzkiej godzinie poszłam spać i w niedzielę obudziłam się WIEDZĄC, że chcę tylko normalnego związku. Z kimś kto mi się podoba, z kim chcę spędzać czas, z kim marzymy o wspólnej przyszłości, wspieramy się, lubimy, przyjaźnimy i kochamy. SZCZERZE I MOCNO SIĘ KOCHAMY.

14 lutego. Walentynki. Obudzona tą genialną wiedzą (patrz powyżej) i poczuciem pewności, czego chcę i czego nie chcę, zrobiłam sobie pyszne śniadanie do łóżka. Potem ciasteczko, owoce, miła muzyka. Wszystko to dla mnie. Bo na chwilę obecną tylko ja sama mogę się rozpieszczać takimi rzeczami w takim dniu. Ale nawet nie wiecie, jak cudownie jest mieć tę pewność, że to jest najlepsze co mogłam sobie dziś dać. Nie chorą relację, nie wyrzuty sumienia i wstyd. Chwilę później telefon – M. Prośba o rozmowę i moje stanowisko odnośnie naszej relacji. NIE. NIE, NIE, NIE, NIE – moje stanowcze NIE.

Nie wiem czy deklaracja kontynuowania normalnej znajomości będzie spełniona w rzeczywistości. Nie dbam o to, jeśli się nie uda. Wiem czego chcę.

Całuję Was mocno, walentynkowo, życząc MIŁOŚCI z fajerwerkami. Fruwania 5 cm ponad ziemią.

PS. Skoro u mnie dzień zaczął się tak pięknie, wg mojego scenariusza się rozwinął, to ciekawe co jeszcze niesamowitego mnie dziś spotka? :) —> Renifer?

Category: Bez kategorii  16 Comments

All time low/high ;)

Oj ludzie ludzie. Od czego by tu. Moja ostatnia sleeples night przedłużyła się trochę i zaskutkowała wszystkimi kolejnymi sleepless nocami. Tylko, że tym razem od spania nie powstrzymywały mnie myśli, tylko raczej bezmyślność :) Party, meetings, no i inne … funkcje ;D

Chciałam Was zapytać dzisiaj Moi Drodzy, co Waszym zdaniem jest lepsze:
- wolny związek,
- stały związek,
- brak związku.

Idźmy dalej:
- wolny związek z kimś kto Cie pociąga? Z chemią?
- Czy może w ogóle nie powinno być chemii?

Bo muszę wam powiedzieć, że dla mnie wolny związek to chyba tylko bez chemii. Jak jest chemia to ja już bym chciała związku. Ale z kolei bez chemii to … no nic mi się nie chce. Jej i tak źle i tak niedobrze.

Piszcie proszę co o tym sądzicie. Możecie wpisywać w komenty albo wysyłać mi mailem. Z góry mówię, opinie i wnioski chcę też opublikować, więc to co mi prześlecie pewnie poddam jakiejś obróbce i miksowaniu. Zrobię z tego fajna papkę.

Pisać na dzeniska@withoutyou.pl. Oke?

A teraz coś ze zupełnie innej beczki. Wiecie co … ja wiem, że to kiepski materiał, ale nie umiem przestać myśleć o Reniferze. Nie widziałam Go od środy. I zobaczę dopiero we wtorek. To naprawdę mnie zasmuca :( Tęsknię do tego Śmietnika! ahhhh

Category: Bez kategorii  30 Comments

And the Sleepless Night goes to …

Nie mogę spać. Tzn nie mogłam spać, a teraz to po prostu nie śpię. Jest 01.59 jak to piszę. Jak skończę będzie już po 2 w nocy. Rano. Późno po prostu. Głowa szumiała od myśli, przewalających się bez ładu i składu. Wstałam. Zrobiłam kisiel. Odpaliłam kompa. Posprzątałam na FB. Zainstalowałam Analytics na tym blogu. Dotarłam do odgłosów lejącej się wody, które to od tygodni nie dawały mi spokoju. I piszę.

Byłam dziś w sklepie z meblami, lampami i takimi duperelami. Dziewczyna z pracy dała mi voucher. Sama wyjeżdża i nie będzie miała jak go zrealizować. Ucieszyłam się, bo to miłe. A potem mi powiedziała, żebym za ten voucher jej zapłaciła :) W sumie to chyba naiwna jestem. Ale z drugiej strony zaoferowała, że mogę jej oddać, jak już będę miała pieniądze :) Tak czy siak jest to dla mnie na plus, bo potrzebuje jeszcze żyrandoli do salonu. Skoro i tak muszę je kupić, a ona chce mi udzielić pożyczki, czemu nie. W każdym razie doszłyśmy do porozumienia, że wcale nie muszę realizować vouchera (i dawać jej keszu), jeśli nie znajdę nic ciekawego. No ale znalazłam!

A gdzie tam żyrandole! To oczywiste, że nie żyrandole. Znalazłam superancką, drewnianą płaskorzeźbę przedstawiająca 4 wędrujące gęsiego słonie. Zobaczyłam to i wiedziałam, że moje. Wiecie jak jest, no widzisz coś/kogoś i wiesz, że to absolutnie pod każdym względem Tobie odpowiada. A jeśli jest to przedmiot, dodatkowo budzi gdzieś z tyłu głowy, bądź w sercu, jakieś takie pozytywne echo. Może to skojarzenia ze Słoniowa Kanapą? A może fakt, że słonie z podniesiona trąbą przynoszą szczęście. A co dopiero 4 duże słonie z podniesionymi trąbami? Słonie są w każdym razie moje. I tym samym narodził się Słoniowy Salon. Próbowałam znaleźć słonie na stronie sklepu ale nie ma ich. Trudno, trzeba Wam będzie więc podziwiać na żywo :)

Chyba będę próbować z zasypianiem. Oby mi się znów kisielku nie zachciało. Dobranoc.

Category: Bez kategorii  145 Comments

Chciałam się spytać.

No właśnie chciałam się Was spytać, ale retorycznie, bo nie chcę żadnej odpowiedzi. Chciałam tylko Was kochani wykorzystać jako, ten … do kogo zwraca się narrator (kto to był?adresat tak??). Żeby nie było, że sama ze sobą gadam. Choć czasem gadam i to w sumie nic złego. Ale o co chodzi … ?

Oglądam sobie właśnie ten wstrętny portal społecznościowy, który służy temu, aby pokazać „a ja wyszłam za mąż!; zwiedzam świat (tzn. tani Egipt i Tunezję – raz w życiu); mam dom z podłogą z prawdziwego drewna i kominek na raty”. Oh wiem już co sobie myślicie to czytając. Wszystko jest w moim ironicznym tonie ukryte, a właściwie nie ukryte wcale. Nie wiem, może to się nadaje na jakiegoś psychologa, ale naprawdę napawa mnie to co widzę na tych zdjęciach wszelkimi złymi odczuciami, pogardą, żalem, kpiną i co tam jeszcze chcecie. Widzę kiepskie fryzury, stado dzieci – noworodków, które zawsze wyglądają tak samo, fatalne komentarze typu „pięknie!nie poznałabym Cię na ulicy!” Od tego wszystkiego chce mi się porzucić laptop i uciekać krzycząc głośno aaaaaaaaaaaaaa.
Naprawdę mnie to wkurza. Was też? No właśnie, ale przecież ktoś tam te zdjęcia wkleja. Nawet ja mam zdjęcia z Egiptu (2x byłam! ha!).

No, ale jakby nie o tym chciałam. Chciałam Wam powiedzieć, że na tych zdjęciach widzę też Miłość. Pary, narzeczonych czy małżeństwa, które wydają się być szczęśliwe. Patrzę na czyjegoś męża i jest okropny, a ona – żona czy dziewczyna, na fotce wpatrzona jak w obrazek, a pod fotką „mój Misiaczek :*”. Uważam, że to strasznie słodkie. Że to niesamowite, że Miłość potrafi uczynić drugiego człowieka, tak obiektywnie nieciekawego, tak subiektywnie Jedynym W Swoim Rodzaju. Aż normalnie cała moja złość na te głupie fotki, którą opisałam trochę wyżej, paruje jak woda gotowana w garnku (to nie metafora. mówię o wodzie gotowanej na herbatę – nie mam czajnika). I wiecie co, jest to niezwykle fajne uczucie, miłe także dla mnie patrzeć na to. Jej! Bo to świetnie, bo im się udało, wyłuskać taką drugą, kochaną osobę! Kto wie ile trudnych momentów przeszli, żeby być razem, kto wie na ile kompromisów poszli, ile sobie potęsknili, ile popłakali. Albo i nie. A może były to motylki w brzuchach, może lepkie ręce, maślane spojrzenia, wzajemne mocne przekonania o tym, że do siebie należą? A może to był warkocz spleciony z tego wszystkiego? Huk. Są razem. I to jest najważniejsze.

No i teraz przechodzimy do pytania. Nie wszyscy mają takie fotki. Szczerze się przyznam, że niedługo wkleję chyba cokolwiek, może napadnę jakiegoś nieznajomego na ulicy, a potem wkleję zdjęcie „z misiaczkiem”. Bo ja własnie takich zdjęć nie mam. W zamierzchłych czasach, kiedy miałam chłopaka, nie było jeszcze społecznościówek. Teraz nie mam chłopaka. Złapię tego nieszczęśnika na ulicy. Zresztą czemu nieszczęśnika. Przecież jego to nie zaboli, nie? Jak się postaram, to on się nigdy nie dowie, a ja choć troszeczkę się pocieszę, że nie jestem jedyną zimna, samotną osoba. Bo nie jestem zimna. Staram się być dobra. Teraz to już nie wiem czy byłabym w stanie związek stworzyć, ale mogę zaręczyć, że jeśli teraz by się coś zaczęło, to z całych sił bym się starała stworzyć dobry, wartościowy, sprawiedliwy, oparty na miłości, tolerancji i szacunku związek.

Byłam u Antka. Wcale się do niego nie wybierałam, ale się sam znalazł. Tuż obok Józka. Zagadałam z Nim jak człowiek z człowiekiem. Antek szukaj, znajdź proszę. Antek mnie jeszcze nie zna i nie wie, że jestem upierdliwa i uparta. Będę go nachodzić. Ale mam nadzieję, że On sam wie, że musi, normalnie musi się wziąć do roboty … Ale nawet jak załatwi to, co MUSI ZAŁATWIĆ, to ja i tak będę Go nachodzić. W sprawach ogrodniczych – Fasolki i reszty :) I On raczej nie będzie się smucił z tego powodu. Nie? :)

Ps. Wiem, że ostatni akapit może brzmieć trochę bez sensu, ale zapewniam, nie piłam dziś ani odrobiny wina i jest on (akapit) absolutnie przemyślany i nawet powiązany z resztą treści. Dobranoc.

ps2. Zapomniałam napisać pytanie, które chciałam zadać. To, na które, nie mieliście odpowiadać. Bo to było pytanie, czemu ja nie mam takich fotek i czemu nie mam Misiaczka? Przytul mnie Misiu. Nie, nie Ty Lucky Boy … chociaż Ciebie też kocham. Naprawdę. Naprawdę dobranoc.

Category: Bez kategorii  28 Comments

Mielone!

Stało się. Gotuję. Gotuję jedzenie. Obiad, kolację. Whatever. Nie, nie z paczki. Z półproduktów, to oczywiste bo kur nie hoduję i nie mam doniczek na warzywa i zioła (jeszcze; zioła to dobry pomysł). Ale ja naprawdę gotuję i nie przestanę. Na razie kręcę się wokół znanych mi przepisów i sprawdzonych dań. Myślę, że jakiekolwiek fantazje kulinarne nie wyszłyby mi zbyt dobrze. Konserwatyzm i zachowawczość w kuchni – to przepis na moje udane gotowanie. I tylko sprawdzone, wypróbowane lub polecone przepisy. Dziś były mielone z ryżem i warzywami na maśle. Chyba zjem jeszcze trochę :)
Jak macie jakiś dobry przepis, to wysyłać, wysyłać! Czekam!

Dziś nawet śniło mi się, że gotuję :) Znów przedziwny sen. Jestem w moim domu (wnętrze jednak nie jest mi znajome) i przychodzi M. z żoną – to ani moi znajomi, ani współpracownicy. Ludzie z mojej branży, znamy się tylko z eventów. Siedzimy przy stole, a ja właśnie wsuwałam makaron z pesto gdy przyszli, wiec bez krępacji pojadałam sobie go dalej. Wtedy oni powiedzieli, że też chcą. I poszłam do kuchni gotować kluski. To był głęboki sen. MeaningFULL. :D

Category: Bez kategorii  61 Comments

Soul Kitchen

Nie do wiary, luty się już zaczął! Czemu czas tak pędzi? Czemu musi? Czasem chciałabym wcisnąć taki guzik, jak na mojej komórce, kiedy dzwoni budzik: guzik – żebrak (jeszcze z 5 minut please!) :)

To, że teraz czas płynie szybko to chyba nic dziwnego, wszystko się zmienia, ciągle trzeba coś załatwiać. Ale w zeszłym roku było spokojniej, a czas tak czy inaczej śmigał. Śmignął. ;)
Anyways. Chciałam Wam dziś opowiedzieć o ostatnich dniach u mnie. Są ciekawe i pozytywne. Trend zapoczątkowany przez Gabrysię – bardzo pozytywny – trwa! :)

Wczoraj na przykład byłam w kinie z koleżanką i kolegą z pracy. Tak! Z pracy! Na niemieckim filmie Soul Kitchen. Kliknijcie sobie tutaj i zobaczcie sami o czym jest Soul Kitchen, kto gra (sobowtór Jima Morrissona) i w ogóle OCOCHO. Aha, to podobieństwo do Jima nie jest przypadkowe. Wyczytałam, że Soul Kitchen to tytuł piosenki The Doors, którą Jim napisał na cześć restauracji Olivia w Venice Beach. Uwielbiał tam przesiadywać, do samego końca, a nawet nierzadko był z niej wypraszany. Atmosfera restauracji „rozgrzewała jego duszę”. Fajne te powiązania. No i Jim był mega handsome!. Tak jak i aktor grający głównego bohatera. Może nie wydaje się taki przystojny na kadrach z filmu, ale jego bohater był niezwykle sympatyczny. Może dlatego uznałam, że jest też przystojny. Wiadomo, że osoby piękne od środka, wydają się piękne również na zewnątrz. Choć czasem pierwsze wrażenie jest tak złe, ze nigdy nie dajemy/dostajemy szansy na pokazanie swojego wnętrza. Szkoda.

Dziś musiałam pogadać z Reniferem. Sprawy zawodowe. Jej nawet nie wiecie, jak oficjalnie mi odpowiedział. Ponieważ byłam w dobrym humorze trochę to pociągnęłam. Bardzo luźno. No i trochę odpuścił. Ciekawe o co mu chodzi. Zapytał mnie czy cieszę się na Karnawał w Kolonii. No właśnie. Nie cieszę się. Bo wygląda na to, że doświadczać go będę sama. A właściwie nie będę, bo skoro nie mam z kim wyjść na miasto, to wolę zostać w domu. Strasznie żałuję, że nikt z Was nie mógł do mnie dołączyć. Tzn. nic jeszcze straconego :) Każdy, naprawdę każdy (nawet jeśli mnie nie znasz), może tu przyjechać. Zapewniam nocleg i moje towarzystwo. Serio :) Przesyłajcie zgłoszenia. A może powinnam zrobić jakiś konkurs? Co sądzicie? I wrzucić na jakieś forum hahahaha.

Karnawał w Kolonii to zabawa, szaleństwo, kilka dni nieustannej imprezy. Sex & Drinking wg Renifera :) Słynny na całą Europę szał kostiumów. Tak tak, wszyscy muszą się przebrać. W pracy, na ulicy, na poczcie, w banku, w tramwajach, metrze. Wszyscy. Ja też mam już swój strój :)

Powtarzam na serio – kto chce, niech przyjeżdża :) Buziaczki :)

Category: Bez kategorii  Leave a Comment