Archive for » Kwiecień, 2010 «

Najpierw Fitness :)

Zaczęłam na dobre uczęszczanie na siłownię. Po prawie 4 miesiącach nie robienia prawie niczego, przez co zaliczyłam także wizytę na pogotowiu i u ortopedy, po tym jak mnie zgięło i nie chciało się wyprostować. Nawet nie wiecie, a może wiecie, jak wielkim szczęściem jest sport i ruch. Nawet jak nie czuję się najlepiej w pracy, jestem zmęczona albo po prostu leniwa, trochę ćwiczeń pozwala to wszystko odsunąć na bok. Nie zapominajcie też o tym, jak ruch wspaniale wpływa na ciało i umysł. Ładnie rzeźbi i podkreśla sylwetkę, ciągle pozwala mi nie wiedzieć co to cellulit, pomaga utrzymać właściwą wagę, dodaje rumieńców i uśmiechu. Uwielbiam!

Mój klub (FF) wybrałam za radą Em, która chodziła już wcześniej do tego samego. Dała mi bilety na darmową lekcję, zapisałam się do newslettera, a potem już poszło szybko.Ponieważ udostępniłam swój nr telefonu, zaczęłam być napastowana telefonami od pracowników sprzedaży tego klubu. Każdy chciał mi pokazać klub, dać darmowe wejściówki i w ogóle zrobić mi kawy hahaha. W końcu nie wytrzymałam i dałam się namówić na takie właśnie spotkanie w jednym z oddziałów tego klubu. Miałam tam pójść po spotkaniu z Anglikami (J&N), na smsie miałam adres. Spotkanie dobiega końca, ja patrzę, a smsa nie ma – musiałam wykasować przez pomyłkę lub zamroczenie. J sprawdził więc adres na podstawie tych informacji, które pamiętałam: nazwa klubu i dzielnica. No i znalazł. Ale jak to jest zwykle ze mną? Oczywiście wiem, że w którymś kościele dzwonie, ale nie mam bladego pojęcia w którym. I tym razem nie mogło być inaczej. Okazało się, że byłam umówiona w klubie na ulicy, której nazwa pochodziła od nazwy dzielnicy, ale oczywiście nie w tej dzielnicy. Np ja miałam spotkanie na ulicy Bemowskiej, a mi się wydawało że na Bemowie.

Na tym ˝Bemowie˝ tutaj też był klub (szczęście albo nie) z sieci FF, uznałam, że to ten więc dawaj. Poszłam tam niczego nieświadoma, usiadłam do pogawędki z kolegą Cedric i po jakichś 5 minutach skoczyłam jak oparzona do góry, bo zorientowałam się że jestem nie tam, gdzie trzeba. A zorientowałam się w momencie, gdy Cedric pokazywał mi wszystkie pozostałe lokalizacje klubu w Kolonii :P Oczywiście próbowałam wszystko odkręcać, chciałam biec tam, ale niestety, Cedric już liczył w myślach swoją prowizję za nowego klienta i nie dał mi wyjść. Oplótł mnie swoim wdziękiem, uśmiechem i umiejętnościami sprzedażowymi na najwyższym poziomie. Ale on też trafił na niezłą sztukę. Negocjowaliśmy bardzo długo ale w końcu wytargowałam 44 Euro opłaty wstępnej (ze 170!), 45 euro miesięcznej opłaty (zamiast 55!) i umowę na 6 (a nie 24!) miesięcy. Najs, huh? :)

Ale ludzie, jak on się gimnastykował, jakich używał metod i argumentów. W pewnym momencie myślałam, że go uduszę. Wkurzało mnie to też momentami. Np. jak zadzwonił do swojego szefa, aby potwierdzić zniżki dla mnie, i pytał mnie (niby w imieniu swojego szefa) ˝jak bardzo – od 1 do 10 – jestem zmotywowana, żeby przyłączyć się do FF˝. Gosh! Chciałam to sobie odpuścić, ale mi nie dał no i w końcu powiedziałam z wielkim, sztucznym uśmiechem ˝Baaardzo! 10!˝ Jego inne hasło to: ˝zajęcia z latin moves prowadzi prawdziwy brazylijczyk˝ i w tym momencie zrobił wieleznaczącą minę, podniósł brew i dał mi chwilę na rozpłynięcie się na myśl samą o ˝prawdziwym brazylijczyku˝. Hahahah. Koleś z wielkim urokiem, świadomy tego i bardzo pewny siebie. Lubię takich. Imponują mi. Jeszcze bardziej mi imponują, jak udaje się im mnie łatwo zpacyfikować, zmanipulować i podejść. Co zrobił jeszcze Cedric? Na samym początku spotkania zaznaczyłam mu, że dziś nie podpiszę umowy, gdyż chcę porównać różne kluby. I jak zakończyło się spotkanie? Podpisaniem umowy. Matko! Naprawdę! I jakby tego było mało, jak wychodziłam to Cedric z wielkim uśmiechem przepraszał mnie, że moje absolutnie pewnego postanowienia o nie podpisywaniu dziś umowy, z jego ˝winy˝ nie udało się dotrzymać. Heh :) A wiecie jak Cedric wygląda? Jest moim zdaniem podobny do Pipina Ferrerasa – łysy, opalony, atletyczny i pewny siebie. Em twierdzi, że Cedric przypomina łasicę, bo taki jest wiecznie węszący sprzedaż i zawsze super-gotowy capnąć klienat na swój urok. Coś w tym jest!

A ˝prawdziwy brazylijczyk˝ jest extra. Jego zajęcia to eksplozja temperamentu, różowe poliki i wiercenie tyłkiem. Dużo śmiechu i … chyba mam nową pasję. Spełniam też swoje marzenia o hip-hopie i na zejąciach z Dance Moves ćwiczę ˝rzuty na ziemię˝. Uwaga, niektóre wykańczamy szpagatem! Juhu!

Category: Bez kategorii  405 Comments

23 trzeci

Moja trzydziestka nie spędzała mi snu z powiek. Przyszło mi ją obchodzić (jak każde okrągłe urodziny) w DE. Dozbliżającego się wydarzenia podchodziłam bez zbytnich emocji. Nie miałam tu jeszcze grona przyjaciół, do PL się na tę okoliczność nie wybierałam, postanowiłam więc spędzić je zupełnie normalnie. Nic nie robiąc :) Wprawdzie miałam prześwity jakichś głupich pomysłów typu kolczyk w języku, ale je sobie odpuściłam. Jakieś 2 miechy przed urodzinami okazało się, że tego dnia nie będę jednak sama. Rower i jej Husband zakupili bilety i zapowiedzieli przylot. Zaplanowali go tak, aby w dniu moich urodzin być ze mną. Dzika radość. Nie mogłam się ich doczekać, a jeszcze fakt, że będą ze mną w Tym dniu absolutnie mnie uskrzydlił. Fakt, że nie ruszała mnie sama idea urodzin, ale absolutnie poruszająca dla mnie była świadomość, że Oni zrobili to dla mnie. To czyli przyjechali do mnie, bo miałam te urodziny. Wow!

Dwa miesiące oczekiwań minęły szybciorem, głównie na pracy i planowaniu jak będzie wyglądał pobyt Państwa Rowerów. Samą Katedrę obchodziłam dookoła milion razy, tylko po to, aby znaleóć najlepszy kąt do jej zaprezentowania :D Aż w końcu przylecieli. Odebrałam ich na lotnisku i jej, jak ja się ucieszyłam i cieszyłam. Jak już zapewne wspominałam Rower jest absolutnym geniuszem i magikiem. Ja nie wiem, skąd ona to bierze, że zawsze jest taka kochana, wyrozumiała i uśmiechnięta. Łachmyterka jedna :) W trakcie pobytu mieliśmy mnóstwo frajdy. Także przez wzgląd na Rower, która jest w ciąży z Kokosem (wtedy Grejpfrutem, wcześniej był to Fasol). Kokos dyktował warunki i wszystko, absolutnie wszystko było ustawione pod niego. Robił nam też numery, np żądał nie stąd ni z owąd donatów, albo podczas przechadzki deptakiem miejskim, wpychał nas niespodziewanie do KFC, żądając kurczaków :D Mieliśmy też inną zabawę. To była siatkówka finansowa. Polegająca na wrzucanie kasy do bramki przeciwnej drużyny. Jedną drużyną była Rower z Mężem a drugą drużyną byłam ja. Ta zabawa była w kategorii Bez Zasad. Tzn kasę wrzucało się wszędzie, gdzie się dało, za wszystko co tylko przyjdzie do głowy. Łachmyterki jedne!

Ich pobyt był super. Ale to co zrobili w moje urodziny, przeszło jakiekolwiek moje wyobrażenia. Tzn nie miałam żadnych wyobrażeń, bo nawet nie przyszło mi do głowy, że Rowery coś wymyślą. Dzień wcześniej ustaliliśmy, że po mojej pracy pójdziemy do knajpki, napijemy się wina. Będzie moja sąsiadka Katie, Em, Frencz i Pączek (ostatnie trójka z pracy, b. sympatyczni). Spotkanie zostało zorganizowane, bo chciałam żeby ludzie których lubię, o których opowiadam i piszę, poznali się. Przed knajpką mieliśmy też z Rowerami iść na kebaba. Wpadam do domu, a ten mały łachuderek stoi w drzwiach z uśmiechem łasicy :) Wypiękniona i gotowa do wyjścia, więc zerwałam się, żeby się zbierać. A tu łup, patrzę a mieszkanie w kwiatach, różach czerwonych, kilka wazonów, na oknie wielki napis Happy Birthday, na desce do krojenia (cudownie rozdzielonej przez św. Antoniego) tort ze świeczkami, na stole piękny obiad, w zasięgu wzroku prezenty. Padłam. Umarłam stopiona wzruszeniem. Mówię Wam i życzę takich niespodzianek i wrażeń. Po spaghetti ruszyliśmy do knajpki. A tam kolejne wzruszenia. Chociaż zaznaczałam, że nie jest to spotkanie urodzinowe, każdy przyniósł prezent. Dostałam szampana od Pączka ooohhh. Było przemiło. Prze- prze- przemiło. Nie mogło być lepiej. Merci i danke schoen wszytskim kochanym obecnym.

PS. A ci kolesie ze stolika obok, to jakcyś buce. Poszli się nie pożegnawszy, pff. Być może zupełnie na serio wzięli to, że to NIE były moje urodziny (cały wieczór to powtarzałam, za każdym razem, gdy ktoś próbował mi składać życzenia) :D

Wszystko co piękne szybko się kończy. Tak mówią. 24-go ok 4 rano zamknęłam drzwi za moimi cudownymi Gośćmi, którzy o tej nieludzkiej porze musieli udać się na lotnisko. A mnie zostawili w ciemnym, wilgotnym lochu (taka przenośnia, bez obaw). Dziękuję i ściskam.

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

O upływającym czasie

Witajcie,

muszę nadrobić zaległości. Zacznę chronologicznie i będę dodawała krótnie (w miarę) wpisy, żebyście byli w stanie przez to przebrnąć. Najważniejsza kwestia, sięgając pamięcią do połowy-końca marca to oczywiście moje 30-te urodziny. Kiedyś myślałam, że ludzie po 20-tce są już częściowo martwi, a ci po 30-tce to jakieś zupełnie spróchniałe niedobitki :) Z czasem kiedy osiągałam coraz ˝dojrzalszy˝ wiek orientowałam się, jak złe miałam wyobrażenia o płynącym czasie. Nawet powiem Wam szczerze, że kiedyś to nawet sobie myślałam, że mogłabym żyć tak do 27, 28 – go roku życia. Potem to już nic i tak nie ma. Człowiek jest stary i niedołężny. I wiecie co, i tu właśnie się myliłam.

Od momentu osiągnięcia wieku ˝częściowo martwego˝ czyli od moich 20-tych urodzin, zaplątana w nie do końca zawsze poprawne i obiecujące relacje – umierałam coraz bardziej. Z kolei 5 lat później zaczęłam wchodzić (czy też weszłam) na drogę nowych urodzin. Zaczęłam tańczyć, zapuściłam włosy, poznałam wielu nowych ludzi, z którymi tearaz się przyjaźnię. Polubiłam siebie (choć tu jeszcze trochę do zrobienia jest), znalazłam pracę w branży, o której w życiu bym nie pomyślała, że mogę w niej pracować i jeszcze to lubić! Zakochałam się bez pamięci. Potem to się też zepsuło, ale ja pozostałam w miarę silna. Także dlatego, że byli koło mnie wyjątkowi Ludzie (i Rowery :) ), cierpliwi i o silnej woli, żeby przy mnie i ze mną trwać i przetrwać.

Krótko ówiąc, upływający czas w ogóle do mnie nie przemawia, nie robił i nie robi na mnie wrażenia. Czuję się wyśmienicie, marzę i robię wszystko, żeby te marzenia spełniać. Szaleję w fitnessie (tutaj nie da się oszukać i o ciało jednak trzeba trochę zadbać), trenuję nowe odmiany tańca (o tym będzie dalej), przeprowadziłam się do innego miasta i państwa. Głodna wyzwań i wrażeń i pełna marzeń nie odczuwam, nie myślę, że mam te 30 lat :) Ostatnio nawet odrobinę młodsze koleżanki powiedziały, że widząc jak dobrze się czuję w swojej skórze, wcale nie przejmują się swoim wiekiem. Prawda jest taka, że zmiana może nastąpić w każdym wieku i w każdym wieku człowiek może się czuć szczęśliwy.

Tego uczucia wszystkim życzę.

Category: Bez kategorii  171 Comments

Ernesto!

No i tak się stało, że nastąpił kolejny stopień/etap mojego zagnieżdżania się tutaj. Otóż kochani chciałam Wam powiedzieć, że mam psa. Tak, psa. PSA. P S A. Od piątku. Psa mam od Emily, która wyprowadza się do Nowego Yorku i nie może go ze sobą zabrać. W pierwszym odruchu chciała się go pozbyć. Jak to powiedziała, to normalnie mnie zatkało. Spojrzałam na niego i tak mi się go żal zrobiło, że spytałam czy mogę się nim zaopiekować. Adoptować go do czasu, kiedy oni wrócą. No i Em powiedziała, że spoko. Nawet się bardzo ucieszyła. I chyba wzruszyła. Chyba nic nie mówiła, ale perspektywa porzucenia go chyba ją bolała. No i w ten oto sposób w piątek wyszłam z domu sama, a wróciłam z Ernestem. Tak się nazywa :) Jak tylko uda mi się go sfotografować to Wam pokaże moją nową miłość. Aha, zasada jest taka. Ernest ma na imię Ernest i bardzo proszę go tak nazywać. On nie cierpi (i ja też nie) jak się mówi w trzeciej osobie. Buziaczki.

Aha przez ostatni miesiąc nic nie pisałam. Nadrobię to powolutku. Urodziny, fitness, koniec mojej fascynacji Reniferem i podchody Pączka, The Last Attempt (przeczytana). To taka zapowiedź w skrócie, a dla mnie też ściąga i mobilizacja, żeby to jak najszybciej nadrobić.

Category: Bez kategorii  Leave a Comment