Archive for » Czerwiec, 2010 «

Szukam Anioła Stróża

Kochani wygląda na to, że mój Anioł Stróż wziął sobie wolne. Nie ma go i nie ma, a ja ciągle popełniam jakieś przestępstwa na sobie samej. Jestem nierozgarnięta, jak dziecko i efektem tego nie są tylko siniaki. Wiadomo, że miałam złamany nos jak kilka lat temu wpadłam na zaparkowany samochód, wyrostek robaczkowy operowany dokładnie w moje 7 urodziny i inne niebezpieczne przypadki. Najczęściej to ja jestem winna, zagapiona, nie pomyślę. No ale od tego właśnie człowiek ma Anioła Stróża, żeby go w ostatniej chwili złapał za rękę lub za koszulę i powstrzymał przed katastrofą. No i właśnie mój zdaje się umył ręce od mojej osoby. Znacie jakiegoś patrona roztrzepanych, zamyślonych a czasem bezmyślnych ludzi?

Niedługo będę znowu w Polsce. Plan jest taki, żeby kilka dni spędzić nad morzem na Festiwalu Opener z Blondyną. Chciałabym napisać, że się strasznie cieszę, ale aż się boję. Po tym jak niesamowicie się cieszyłam na Warsaw Challenge, przydarzyła się ta sprawa z kosmetykami i alergią i cała radość była psu na budę. A teraz chciałabym mieć cudowny weekend z Blondyną, słoneczkiem, piękną pogodą, super ludźmi i Yeasayer´ami. Na razie jeszcze nie wiadomo, czy uda nam się pojechać na ich koncert ale mówię Wam, taaak bardzo bym chciała zobaczyć ich na żywo. jak na Faith no more mogłabym stać godzinami tylko po to, żeby widzieć ich z pierwszego rzędu.

A wracając do Anioła (dygresja o Yeasayer wywaliła mnie z toku myślenia o nim), to właśnie w związku z tym, że jedziemy nad morze, chciałam się ustrzec poparzenia słonecznego, które miałam w zeszłym roku. Jak się ustrzec? No najlepiej trochę przygotować skórę do słoneczka. Się tak kochani przygotowywałam w solarium, że siedzę teraz (ledwo!) poparzona, jak kurczak z rożna. Maatko, Aniołku, gdzieś ty się podział!?

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

come back, I don´t want to be friends

Moi drodzy,

wasza kochliwa ja, ma nowy problemik. Problemik nazywa się hmmm nazwijmy go Marek. Marek mieszka daleko i to jest poważnym problemem. Jeszcze poważniejszym jest to, że Marek się nie odzywa. Ale zacznijmy od początku.

Marek jest przyjacielem, przyjaciela Katie. Obaj pojawili się ostatnio w Kolonii, spędziliśmy wspólnie weekend. Było fajnie, świetnie (patrz wpisy poniżej). Marek to chłopak niewątpliwie bardzo przystojny, dzięki swojej sportowej pasji, jego figura prezentuje się świetnie, niemniej jednak nie jest w moim typie. Jednak na żywo okazał się całkiem sympatyczny. Mamy sporo wspólnego i mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać. Przetańczyliśmy całą noc do rana, przegadaliśmy następną.

Było miło, ale nie czułam chemii. Miałam jednak nadzieję, że pozostaniemy w kontakcie. A tu co? Klapa, nic. Cisza. Kiedy sprawy przybrały taki obrót, coś zmieniło się w moim stosunku do niego. Mój przewrotny charakter podsuwa mi go w myślach nieustannie, a cisza powoduje nieustanny smutek w serduszku. Okazuje się, że Marka polubiłam. A może zwyczajnie boli mnie, że on się nie odzywa. Ogarnęło mnie to tak, jak czarna chmura, której nic nie jest w stanie odegnać. No przynajmniej od kilku dni nic nie działa. Znając siebie mam zwyczajny syndrom odrzucenia/porzucenia połączony z podskórną chęcią rewanżu. ·To ja chciałabym mieć ostatnie słowo … Na jego usprawiedliwienie mogę przyjąć, że zaraz po weekendzie, w poniedziałek, Marek podczas treningu zderzył się z kolegą, przez co wylądował w szpitalu w związku z tym, co pozostało z jego twarzy. Myślę, że mail z jego strony i próba zaangażowania spotkania oraz owe spotkanie sprawiłoby, że będę znów zdrowa i wolna. No ale nie widzę na to szans. I faktycznie mój FaceBook nie odnotował ani zaproszenia ani maila z jego strony.

Tak więc bez Marka obok, za to z mnóstwem Marka w głowie wałkuję sobie listę przebojów z weekendu. Wszystko kojarzy mi się oczywiście z Nim: Bad Romance (please, no comment), Satelite czy Put it in a Love Song. Bo wiecie co? Z Markiem to ˝I don´t want to be friends˝ ….

Całe szczęście, że u mnie tak samo szybko jak zauroczenie przychodzi, tak samo szybko odchodzi. Oby i tak było tym razem. Oczywiście tylko, jeśli ze znajomości faktycznie nic nie będzie. Fakt faktem jednak, że ten dołeczek który pozostawił, trochę mi doskwiera i przeszkadza. Już chcę być wolna albo szczęśliwa! A najlepiej po prostuszczęśliwa, z Markiem czy kimś innym.

Category: Bez kategorii  154 Comments

Wiódł ślepy kulawego. Kolonia zadziwia ;)

Jadę sobie dziś do pracy, metrem jak zwykle, nieco przyćmiona wczesną porą (też jak zwykle) a tu akcja. Siedziało koło mnie dwóch kolesi, migali. Jednemu z nich zaczęła dzwonić komórka, próbował odebrać, ale ewidentnie był niemową, ten drugi też. Koleś podał mi więc telefon i pokazał, żebym spytała o co chodzi. Po drugiej stronie odezwała się jakaś babka, która koniecznie domagała się rozmowy z (prawdopodobnie) tym kolesiem. Ona była z agencji nieruchomości i dzwoniła w sprawie mieszkania, o które on pytał mailowo. Napisał do niej 2 maile, w których założę się, że zaznaczył, że nie mówi, a ona mimo to zadzwoniła(!). Koleś miał jeszcze takiego pecha, że to mnie poprosił o rozmowę z tą babką. I to z rana! Gdybyście tylko zobaczyli tę akcję :) Ale ostatecznie ludzie w metrze byli ze mnie dumni. Dogadałam się z babką, napisałam kolesiowi co ma zrobić. No tylko nie zdążyłam zapytać, czy mieszkanie jest bez prowizji. Ale któż jest doskonały :) )

Chciałabym nawiązać do tego faktu, że kobieta z agencji bez żenady zadzwoniła do głuchoniemego i domagała się rozmowy z nim :) Niemcy? Czy coś takiego byłoby możliwe w Polsce?
Nie można oczywiście twierdzić, że jest to standard tutaj, być może właśnie to tylko wyjątek. Niemniej jednak wczoraj miałam niezwykłą przygodę w salonie sieci komórkowej, która mogłaby potwierdzać, że z obsługą klienta w DE jest cieniutko.Stałam tam w tym salonie i własnym oczom nie wierzyłam.

Najpierw ˝zajął się˝ mną pewien znudzony pracownik w białej koszuli, nazwijmy go ˝Biała Koszula˝. Byłam w dobrym nastroju więc spytałam wprost, czy jest zmęczony czy zły. Zaprzeczał, ale po chwili dodał, że chciał mi pokazać cennik, a nie mógł go znaleźć, bo jego kolega zawsze gdzieś je przekłada. I że faktycznie jest podenerwowany. Po czym kontynuował komentowanie kolegi :) Po rozmowie z nim poszłam do innego salonu, sprawdzić i porównać oferty. Ponieważ nie było nic ciekawego, wróciłam do Białej Koszuli. Ten był jednak zajęty, przeszłam więc w ręce Czarnej Koszuli.

Czarna Koszula oprócz tego, że był znudzony, to miał jeszcze długi cienki nos i nażelowane na alfonsa włosy. Przyniósł najpierw zły telefon, potem się poprawił. Wszystko w nieśpiesznym stylu, omiatając salon sennym spojrzeniem. Potem zasiadł do komputera, który bardzo powoli pracował. Zwrócił się więc do Białej Koszuli z zapytaniem ˝czemu to cholerstwo tak się wlecze˝. Chcąc sobie zagospodarować czas oczekiwania na cholerstwo, otworzył szufladę przed sobą, która była wypełniona śmieciowym żarciem, w tym otwartymi paczkami czipsów. Pokazał to rozbawiony Białej Koszuli, po czym zaczą przeglądać zawartość, włączywszy w to wyjadanie czipsów zarówno z paczki jak i tych leżących luźno w szufladzie!! :) ))

Jak już komputer ruszył, a zaraz po nim drukarka, ożywił się trochę. Sunąc po dokumenty poczęstował Białą Koszulę czułym gestem objęcia go wpół i przeciągnięcia dłonią mu po pleckach hahahaha. W tym momencie nie wytrzymałam i się zaśmiałam.Sytuacja o tyle była dziwniejsza, że Biała Koszula w tym samym momencie obsługiwał dwóch, mających milion pytań kolesi. Tak czy siak, moja sprawa dobiegała końca, Biała Koszula też uporał się ze swoimi Klientami. Gdy Ci odeszli Czarna Koszula zapytał ˝a ci czego chcieli˝, co Biała Koszula skwitował pukaniem się w głowę. Pokiwali sobie ze zrozumieniem, przewracając oczami i tyle ich widziałam :) )

Miłego dnia Kochani :)

Category: Bez kategorii  651 Comments