Archive for » Wrzesień, 2010 «

Good Hair Day

Może wiecie, może nie wiecie , że mam od lat swoją własną, osobistą, ukochaną, najlepszą fryzjerkę – Izę. Iza jest absolutnie najlepsza, ufam jej w kwestii tego, co mam na głowie bezgranicznie. Ale też nie bez powodu – Iza poza tym, że uwielbia swoją pracę, uwielbia strzyc, czesać i farbować, to jeszcze jest w tym naprawdę dobra. Chociaż … to chyba jest oczywiste – kiedy robisz coś, co sprawia Tobie frajdę, robisz to po prostu dobrze. Tak więc Iza jest świetna. Doskonale wie, jakie fryzury mi pasują, a jakie nie, sama dobiera długość, kolor (jeśli akurat farbuję). Jedyne na co mi pozwala to wyznaczenie ˝kierunku˝ uczesania np.: chciałabym wyglądać młodziej, albo chciałabym, żeby fryzura była bardziej zwariowana.I nigdy nie pozwala mi patrzeć w lustro w trakcie pracy. Taka wizyta trwa zawsze długo, bo Iza rozpieszcza włosy, a każda fryzura musi być idealna w każdym calu. Nie ma mowy o niedoróbkach czy partactwie. Eh rozpędziłam się, a to nie o Izie chciałam Wam dziśopowiedzieć. Do rzeczy.

W związku z tym, że tutaj mam bardzo ograniczony dostęp do Izy, a włosy jednak ciągle rosną, musiałam znaleźć nową, niemiecką Izę. Trochę mi to zajęło, bo popatrzcie, sprowadziłam się tu w grudniu 2009, a mamy wrzesień 2010. Ale bałam się okrutnie. Zwyczajnie bałam się iść gdziekolwiek indziej i wyjść z koszmarną fryzurą (po głowie chodziła mi wizja cięcia na niemieckiego piłkarza: z przodu krótko, z tyłu długo … a może to był czeski piłkarz?). Niemniej jednak bałam się i już. Ale wiecie, BadHairDay dopada w końcu każdego, a ja miałam takich kilka pod rząd. Więc kiedy na dokładkę spadł deszcz, który zmoczył i powykręcał mi włosy, poddałam się i idąc ulicą po prostu z marszu wdepnęłam do pierwszego napotkanego salonu. I z miejsca chciałam wychodzić.

Powitał mnie pan, wiek tak 50+, fryz na tatę, sweterek. Do tego wąsik, nie jakiś bylejaki, to była mini wersja wąsika Herkulera Poirot! Pięknie podkręcony w ślimaczki (raczej przy użyciu żelu albo – jeszcze lepiej – brylantyny!!). Schwycił mnie spojrzeniem i zamroził. Mogłam poruszać tylko gałkami ocznymi. Zwróciłam je więc przytomnie w głąb salonu, i co ujrzałam?? Rząd stanowisk: lustro+fotel+fryzjer/-ka. A na tych fotelac … ? rząd babć :D Widząc to WIEDZIAŁAM, że muszę jak najszybciej stamtąd wyjść. Chciałam być delikatna i uprzejma, a jednocześnie przebiegła. Znając z góry odpowiedź, zapytałam czy mają (miewają) także młodsze klientki …

M. nie? ooo to przykro mi, chyba będę musiała poszukać czegoś innegoJ
P. (Poirot) młodsze fryzjerki?? :8 mamy! Karolinaaaaaa!!
M. nie, młodsze kientki
P. też :)

Wtedy przyszła Karolina. Szybki rzut okiem na jej fryz – przekombinowany, ale na pewno nie babciowy. W międzyczasie zorientowałam się, że jestem otoczona. Próbowałam więc odnaleźć się w sytuacji i przekuć ją na mój sukces. Szybki look na fryzy pozostałych fryzjerek – nienajgorsze. Spróbowałam jeszcze ucieczki, żeby potem nie żałować, że nie spróbowałam wszystkich tricków. Stwierdziłam więc, że ok, spróbuję, ale skoro muczę czekać, to skoczę do domu, ˝bo mieszkam niedaleko˝ :) . Zdaje się, że trick był im znany, bo chórem ryknęły śmiechem i otwarcie powiedziały nie nie, nigdzie nie idziesz. Poczułam się jak w horrorze. Nap-raw-dę!

Byłam tam jednak i postanowiłam walczyć. Pomogło mi moje marne, marniutkie odbicie w lustrze. Zmokła kura! Dawaj, myślę, tniemy! Raz kozie (kurze) śmierć. Wybrałyśmy fryzurę z Karoliną. Dobrym znakiem było to, że miałyśmy taką samą koncepcję cięcia. W trakcie okazało się, że Karolina jest z pochodzenia Polką, mieszka jednak w Kolonii od 20 lat. Mogłyśmy bez problemu rozmawiać po polsku, jednak nie chciałam się zanadto spoufalać. Nie lubię tego manewru fryzjerek, które się z Tobą zaprzyjaźniają po to, abyś w razie fatalnej usługi nie odważyła się na krytykę. A co, nie czulibyście się głupio wrzeszcąc na ˝przyjaciółkę˝? Ale coś tam pogadałyśmy. Okazało się, że jej rodzina pochodzi z rodzinnych okolic Bałwana :)

No i koniec końców, okazało się, że wszystkie moje obawy i środki ostrożności okazały się niepotrzebne. Fryzura wyszła cudowna, ja czuję się o niebo lepiej i pewniej.Znalazłam tutaj naprawdę dobrego fachowca. Może Izie nie dorównuje, ale jest naprawdę niezła. Z tą drobną różnicą, że Iza za cięcie bierze 50PLN, a Karolina 33,60 … Eur :)

Wszystkim życzę TYLKO GoodHairDays! I udanego weekendu! (oby szybko minął!!!)

Category: Bez kategorii  64 Comments

Prawda wychodzi na jaw …

Wczoraj Bałwan i ja urządziliśmy sobie sesję online, jak zwykle (w przypadku par na odległość). Z jakichś przyczyn przeglądaliśmy strony z horoskopami. Oto co znaleźliśmy na mój temat :)

Baran 21 III – 19 IV
Urodzeni pod tym znakiem są z natury ociężali umysłowo i z trudem uczą się najprostszych czynności. W kontaktach towarzyskich Barany są z reguły niezmiernie uciążliwe i przy najmniejszym pretekście wywołują karczemne burdy i bijatyki. Na szczęście żyją krótko. Plują. Pani Baran jest rozrzutna, krnąbrna i niepoczytalna, rozwodzi się bez uprzedzenia i rozpoczyna poszukiwanie nowej ofiary. Dzieci oczywiście zostawia mężowi, za to zabiera pieniądze i kosztowności. Wyjątki nie istnieją. Pannie Baran jest prawie zawsze obojętne jak wygląda lub powiedzmy, że przykłada ona stosunkowo mniej znaczenia do ubioru niż liczne jej koleżanki z innych znaków. Potrafi na przykład powiedzieć: – Wyglądam dziś jak straszydło – lub – ręce mam brudne, że się chce rzygać.

Ponieważ sami rozumiecie, to nudy i same pomówienia, darowałam Wam większość tych chorych tekstów i wybrałam tylko te najbardziej oburzające. Ale wiecie co? Mnie to wcale, ale to wcale nie obchodzi, bo tez wczoraj (jakiś znak??) znalazłam jeszcze inny cytat. Nie tyczył się on Baranów, ale był jak znalazł w tym (trudnym dla mnie) momencie zdemaskowania mojej prawdziwej natury. Zresztą sami zobaczcie:

„Nie tylko my mężczyznę, ale także mężczyzna nas może kochać irracjonalnie, bez sensu, wbrew naszym wadom, wbrew naszym błędom, wbrew naszemu okropnemu charakterowi, wbrew wszystkiemu. Zdarza się. Liczyć na to jednakże nie można, bo nigdy nie wiadomo,czy akurat na nas ta łaska Boska spadła.”

Ufff, łaska Boska ze mną :D

PS. A tu fragment horoskopu tradycyjnego: płeć piękna spod znaku Barana jest naprawdę piękna, szlachetna, a zarazem zaradna, pracowita i towarzyska. Kobiety są dobroduszne, łaknące wiedzy, nierzadko tryskające humorem i dowcipem. Koniec cytatu, ha! :) Ten i pozostałe teksty horoskopów (m.in. na wesoło i erotycznego) pochodzą ze strony strefa54.pl. Koniecznie tam zajrzyjcie!

Category: Bez kategorii  86 Comments

Wild Strawberries & Happiness :)

Stąd i z owąd dochodzą mnie skargi, że nic nie piszę. No cóż … a co mam pisać :) Czytelników mam garsteczkę, zresztą też specjalnie nie taguję wpisów, żeby nie było tu przypadkowych osób. Stałych czytelników mam szuk 2 :D A z nimi i tak jestem praktycznie codziennie w kontakcie, więc co mam przekazać, to przekazuję bezpośrednio.

Ale skoro tak się skarżycie, jedno z drugim, to Wam coś napiszę. Co u mnie? Ano przeprowadziłam się na nowe mieszkanie, po atrakcjach związanych z poszukiwaniem kogoś na moje poprzednie mieszkanie, nerwach, emocjach i niespodziankach (Max – właściciel mieszkania ostatecznie sam się do mnie wprowadził) – w zeszłą sobotę (28 sierpnia ´10) wyprowadziłam się z ulice Niehlowej na Burgunder´ową :) Jak przeczytacie w wątku poniżej – to bardziej centralny i rozrywkowy rejon Kolonii.

Poza tym moja znajomość z poznanym ostatnio ;) Bałwanem rozwija się wyśmienicie, co wywołuje we mnie niesamowitą radość, a czasem niepokój. Niepokój, ponieważ to wszystko wydaje mi się za piękne i za idealne, żeby trwało tyle co zima syberyjska (a nawet kilka zim). A chciałabym żeby tak właśnie było (znaczy, żeby trwało!). Sama znalazłam jednak pocieszenie i wytłumaczenie, że czekałam na to cierpliwie, nie szłam na kompromisy, pracowałam, aby mieć teraz właśnie taki dobry i obiecująca związek. A co, kurczę blade.

No więc z Bałwanem układa się cudownie, choć tęsknię okrutnie i muszę naprawdę wykazywać się ogromną siłą woli przy dawkowaniu tej uczuciowej, mocno stężonej kroplówki … Wczoraj sobie odpuściłam, a nawet razem sobie odpuściliśmy, skutkiem czego mieliśmy Skype´ową sesję wpatrywania się w siebie i wzdychania. A skutkiem tego z kolei były goroące sny z parapetami i poziomkami w roli, może nie pierwszoplanowej, ale znaczącej :P .

W ogóle powróciłam do świata ludzi aktywnych … no wiecie gdzie i jak :) i muszę powiedzieć, że długo czekałam i czasem było mi to nie w smak, ale teraz się cieszę, że moim mężczyzną po tym OKRUTNYM czasie jest Bałwan!!!

Mój tato (mama pewnie też) też się cieszy. Oczywiście mam na myśli, że cieszy się, że jestem szczęśliwa z Bałwanem, a nie z tego, że my z Bałwanem jesteśmy taak blisko … :) )

No i co Kochani, zadowoleni? Postaram się pisać więcej i przypomnieć o odwiedzaniu mnie tutaj kilku osobom, żebym miała dla kogo pisać.

Miłego weekendu!

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Jak ja lubię być menelem :]

Mój Bałwan ma dziś piwko pracowe, a ja korzystam z wolnego wieczoru :) A co, nawet na odległość dajemy sobie wolny od siebie wieczór. Musi w końcu być odpowiednia dawka wszystkiego: i maślanek i czasu dla innych. Popieram to i wierzę, że jest to potrzebne dla zdrowego i szczęśliwego związku. Poza tym … jak ja lubię mieć czas tylko dla siebie :] Wybrałam się dziś na salsę. Byłam bardzo pojętna i choreografie opanowałam w trymiga, w związku z czym Mehdi nie wskazywał na mnie mówiąc o początkujących. Jakie szczęście, że na dziś Mehdi wybrał choreo z którychś z poprzednich zajęć hihi. Było fajnie, bo strasznie lubię ten utwór i ten rodzaj układu, w którym tańczymy do akcentów. Można tutaj trochę poflirtować i powyginać się w pauzach – co czyniłam :)

Po salsie wyszłam ze szkoły tańca, skręciłam w lewo i po kilkunastu krokach byłam pod domem. Po przeprowadzce mieszkam dosłownie plecy w plecy z tą szkołą. Generalnie to fajne ułatwienie, ale dziś nie miałam ochoty iść od razu do domu. Albo inaczej mówiąc … miałam ochotę ale wiedziałam, ze nie mam w domu piwa J. Poszłam więc na spacerek do sklepu, po drodze mało się nie zabijając (wlazłam na jezdnię na czerwonym). Uratował mnie jakiś koleś, krzyknął i dzięki temu wróciłam na chodnik :) Potem szybkie zakupy i z dwiema flaszkami w dłoniach pomaszerowałam do domu. I kontemplowałam środowy wieczór w Kolonii.

W nowym miejscu zamieszkania, bardziej centralnie niż wcześniej, doświadczam Kolonii żyjącej 24h/d. No może prawie. Dość gęsto od ludzi na ulicy, nastroje wesołe, ktoś mnie wolał, ktoś stał czekając pod klubem, jakaś para wsuwała jedzonko w pobliskiej restauracji. A ja szłam sobie przez to tętniące miasto zadowolona. A zadowolenie wywołało (oprócz piwa) jeszcze przepełniające mnie poczucie wolności, a może raczej dowolności. Zasuwałam przez milionowe miasto potargana po zajęciach, w bluzie i dżinach, z piwem w garści. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, ja nie czułam sie ubrana nieodpowiednio do okazji . Czułam się jak menel i .. było mi z tym taaak dobrze :) W Kolonii tak można, całe szczęście :) Nic nie poradzę na to, że nie lubię być glamour. Lubię książki, koncerty, kosmetyki nawet lubię. Lubię czuć się piękna dla Bałwana, ale nie ma nic lepszego niż b-bluza, podarte dżiny, piwo i luz :)

Po tym, jak dotarłam do domu, kontynuuję Mój Wieczór – wzięłam kąpiel, otworzyłam przytargane piwo, słucham Hallelujah (w wersji oryginalnej, Leonarda Cohena, aczkolwiek wszystkie inne wersje tez są nienajgorsze, zwłaszcza Kasi Popowskiej i Kurta Nielsena), pisze i … uśmiecham się do lapka :)

Category: Bez kategorii  90 Comments