Archive for » Listopad, 2010 «

DecisionMaker. I am.

Przyszedł czas na poważne decyzje. Chyba najważniejsze w moim dotychczasowym życiu. To powoduje we mnie bardzo dużo obaw. Dodatkowo na mój stan wpływa również to mini ziarenko, które we mnie kiełkuje. Hormony, bywają takie dni, nie dają mi żyć i funkcjonować. Zaburzają moje emocje i postrzeganie otaczającej mnie rzeczywistości. To wyjątkowo utrudnia życie, kiedy jest się w trakcie podejmowania życiowych decyzji. Jestem i chcę być odpowiedzialna za tą kruszynkę czekającą na poznanie rodziców, za Bałwana, jego i moją rodzinę, którzy chcą naszego szczęścia. Bardzo trudno mi jest, niestety.

Z pozytywnych wiadomości …? Na pewno reakcje i zachowanie Bałwana w oczekiwaniu na Antka. Radość i szcząście jest u niego niewyobrażalne. Sam zaczął mieć nawet ciążowe przypadłości :) Zresztą u mnie nie jest inaczej. Wypełnia mnie taka niesamowita radość i niecierpliwość, żeby poznać tego małego człowieka. Nie możemy się już doczekać kolejnych etapów ciąży, jego rozwoju, porodu i tej chwili, kiedy spojrzymy mu w oczka, kiedy przytulimy tą istotkę, kiedy będziemy go uczyć, wychowywać, rozpieszczać. Naszego małego konika morskiego :)

Przed nami dużo spraw i mało czasu na poukładanie rzeczywistości dla naszej trójki. Nie wyobrażacie sobie ile spraw, decyzji musimy podjąć! O ilu sprawach nie mamy pojęcia! Fakt, że Bałwan jest w Wawie, a ja tu w Kolonii daje nam tak samo dużo przeszkód, co możliwości. Np. poród. Bardzo chciałabym rodzić tutaj, w DE. Zdajecie sobie sprawę, że poród w Polsce wyceniany jest na 1000 PLN a tutaj na 1300 Euro? Wszystko jest w cenie, od bielizny po znieczulenie na życzenie, którego dawkowanie można samej kontrolować. Jednej z rodzących dziewczyn pielęgniarki ustawiły w sali świece, aby jej było przyjemniej. Dobrze byłoby też tutaj zostać po porodzie, bo zwyczajnie opieka socjalna jest tu o niebo lepsza. Roczny płatny urlop wychowawczy chociażby. No ale to też jest bez sensu, żeby ściągać tu Bałwana. Poza tym nie wyobrażam się tego czasu ciąży i pierwszych miesięcy z małym spędzać z dala od bliskich, życzliwych osób. Miejmy nadzieję, że mogę pobierać te świadczenia przebywając w Polsce.

Co jeszcze? Antek ma dziś 6t2d. Umieram z ciekawości jak się rozwija, i czekam na 14.12 na kolejną wizytę. Wskakiwanie na fotel i rozkładanie nóg, staje się i moim hobby, Rowerku :) Przypadłości ciążowe, poza dobijaniem hormonów do głowy, specjalnie mnie nie męczą. Mdłości były, ustąpily na 2 tyg a teraz jakby powracają. Senność, o tak, jest. Nawet nie tyle senność, co totalne obezwładnienie ciała, serio mam wrażenie, że ręką nogą nie mogę czasem ruszyć. Nie forsuję się więc, na razie odpuściłam wszystko poza chodzeniem do pracy i wracaniem do domu. Siusiu – oj często :) W nocy zdarza się nawet 3 razy biegać, a podobno będzie już gorzej. Skoro jednak częściej biegam siusiu, to znaczy macica bardziej uciska, a to znaczy, że rośnie, a to znaczy, że wszystko jest dobrze :) Jeśli tak, jeśli nasz Konik Morski Antonow będzie dzięki temu zdrowy i silny, mogę co 10 min biegać :)

Trzymajcie za nas kciuki. Całuję podwójnie :)

Category: Bez kategorii  42 Comments

Nasze Szczęście :)

Kochani, z wielką radością informujemy, że Antoni Michał ma 5 tygodni i 2 dni. Jest białą plamą w 8cm worku płodowym. Obecnie zatrzasnął drzwi do swojego małego mieszkanka, siedzi tam sobie i na drutach pracowicie robi małe nóżki, rączki i nosek. Z niecierpliwością i radością czekamy na każdą informację o jego pomyślnym i zdrowym rozwoju.

Antek ma dwóch potężnych Patronów, o których pisałam poniżej. A nawet trzech. Niemniej jednak bardzo Was wszystkich prosimy o pozytywne myśli i modlitwy. Sami jesteśmy bardzo dobrej myśli, szczęśliwi ze sobą i z naszym synkiem w moim brzuchu.

A Bałwan dodatkowo nie może się doczekać pierwszego ˝Tato! Kupa!!˝:) Ale na to będzie musiał jeszcze cierpliwie poczekać :)

Jesteście pierwszymi osobam, które się o tym dowiadują. Prosimy więc o zachowanie tej wspaniałej wiadomości dla siebie, póki nie będziemy gotowi przekazać jej dalej. Dziękujemy.

PS. Kiedy Antoś mi się przyśnił, nie wiedziałam jeszcze że on naprawdę już istnieje. To uprzejme z jego strony, że się zapowiedział i przedstawił, prawda? :)

Category: Bez kategorii  57 Comments

Media Park. Nie dla idiotów.

Niedługo upłynie rok odkąd osiedliłam się w Kolonii, a dopiero ostatnio, Listopada 13-go (dobrze, że to była sobota!) odwiedziła mnie Tajemnica i Ruda. Tajemnica, spontanicznie, czując impuls intuicji oraz impuls gotówki, przedstawiła swój pomysł przylotu, wybrałyśmy loty i już. Nie tak dawno Ruda miała urodziny. Kwestię prezentu rozwiązyłyśmy w sposób oczywisty – Ruda została zaproszona do Kolonii.

Rudo-blond burza nadciągnęła nad Miasto.

Dla mnie ten czas pobytu dziewczyn był niesamowity. Prawdziwa Time Machine! Bo wcześniej już zapomniałam, jak to jest być z bliskimi ludźmi, zapomniałam, jak nam było kiedyś dobrze, jak fajnie było mieszkać z Tajemnicą, jak fajnie było iść razem potańczyć i pilnować się nawzajem. Odświeżyłyśmy tradycyjne, długogodzinne pogaduchy na kanapie. Nie było słoniowej kanapy wprawdzie, ale słonie wisiały nad kanapą. Były też nasze wygłupy, żarty. I poważne rozmowy. Bo poważne rzeczy dzieją się w życiu każdej z nas. Ale też była masa łez ze śmiechu. Zwłaszcza kiedy w nocy leżyłyśmy w łóżkach i opowiadałyśmy zwariowane historie o jukach i ścianach. Albo, jak dziewczyny poszły na miasto w poszukiwaniu Ebertplatzu i Media Park :) Ebertplatz przeszły, nie odnotowując tego faktu, pogrążone w rozmowie. Natomiast stojąc na Media Park, szukały drzew, ˝bo park, to park˝ :)

Dostałam przez te kilka dni skondensowaną dawkę przyjaźni, wsparcia, dobrej zabawy, śmiechu, wzruszeń, troski … Esencja szczęścia, jaką mogą dać Przyjaciele. Mam nadzieję, że Tajemnica i Ruda, mimo ich spraw, upominających się z Polski, także spędziły super czas. Do zobaczenia!!

Wasz Królik Marchewka.

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Antoś, co chcesz nam powiedzieć? :)

W poprzeni weekend, w nocy z niedzieli na poniedziałek (7/8.11.2010) śnił mi się poród. Ja rodziłam. Czułam, jak dziecko w moim brzuchu osuwa się coraz niżej i niżej i w pewnym momencie chlup i urodziłam chłopca. Był długi, miał ładny kolor skóry i był prześliczny. Tuż po urodzeniu nazywałam go Bartuś, ale tylko chwilę. Potem oficjalnie mój synek dostał imiona Antoni Michał. Nazwisko … Bałwański :) Doskonale pamiętam symbolikę tych imion. Antoni na cześć św. Antoniego, który sprawił, że ˝poznałam˝ Bałwana. Michał natomiast po stryjku, ukochanym przez wszystkich w rodzinie, bracie mojej babci. Stryj Michał zmarł ponad 26 lat temu, mimo to wszyscy go wciąż wspominają. Był jednym z najlepszych, najwspanialszych, najserdeczniejszych ludzi, jakich znałam. Zawsze była mowa o tym, że jeśli w rodzinie pojawi się chłopiec, trzeba będzie mu dać na imię Michał, po stryju. Moje kuzynki mają synów, ale nie zdecydowały się na to. Teraz, w moim śnie, była moja kolej i nie miałam wątpliowści, że mój synek będzie nosił to imię. Tym bardziej, że ze stryjem Michałem łączy mnie coś niezwykłego – byłam (jako 4-letnie dziecko) przy jego śmierci. Jako jedyna osoba z rodziny. Teraz byłam przy narodzinach małego Michała …

3 dni po moim śnie, Bałwan poszedł do Muzeum Wojska Polskiego. Stanął przy samolocie, którego jego znajomy, wojskowy, Bałwanowi przedstawił. Samolot nazywał się .. Antek (tak naprawdę Antonow AN-26, zwany czule Antkiem).

Fiksujemy? A może wierzycie w prorocze sny i niezwykłe zbiegi okoliczności, które nimi tak naprawdę nie są?

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Chmurka smutku i tęsknoty. Ta torebka już nie wróci.

Jej, co za żałosny, obrzydliwy filtr mi się zamontował na nastrój. Ni stąd ni zowąd mnie opanował. Liz Gilbert mówiła o towarzyszącym jej Smutku i Przygnębieniu, a ja mogę przedstawić Wam moich nowych (oby chwilowych i przejezdnych) kumpli: Ogólne Zniecierpliwienie i Nieurodziwą Złość. Wczoraj w nocy nie mogłam spać, przerzucałam się z boku na bok. Przez to rano ledwo zwlokłam się z łóżka, myślami wędrując do minionego, długiego weekendu. Jak zwykle wymądrzając się, co bym ja nie zrobiła, gdybym teraz taki znów dostała. W pracy nuda przeplatana z zadaniami czy problemami jak z księżyca. Potem lunch z Katie, która się spóźniła. Tyle dobrze, że na obiad był pyszny tajski kurczak curry mhhhh. A potem znów praca i nudy aż do 17-tej. Z minutami.

Jedynym pocieszeniem, i jak się później okazało, najokrutniejszym rozczarowaniem, była oczekiwana od kilku dni wyprzedaż ciuchów w jednym z moich ulubionych sklepów. Specjalnie w sobotę wybrałam się do sklepu, przymierzyłam tony rzeczy, podotykałam i obejrzałam masę dodatków. Zrobiłam nawet notatki! Wczoraj już po 6-tej zaczęłam zapełniać wirtualny koszyk. W momencie startu promocji strona jednak drastycznie zwolniła. Cierpliwie jednak wypełniałam koszyk i to by było na tyle. Każda próby wykonania ostatniego kroku zamówienia, czyli przelew, powodował wywalenie mnie na stronę główną.

W tym samym czasie rozmawiałam też z Bałwanem. Mój nastrój zjeżdżał, jak podkolanówka z chudej kończyny. A głos Bałwana bez wizji, tęsknota i zmęczenie tę spadkową tendencję podsycało. Skończyło się ogólnym rozżaleniem na brak Bałwana, nowych torebek, stratę czasu i wielogodzinne testy cierpliwości, które się zdały psu na budę.

Dla równowagi powinnam dodać, że udało mi się załatwić kilka ciągnących się od tygodni spraw, jak np umówić wizytę u dentysty, co zajęło mi, bez kitu, około pół roku. Tym bardziej, czemóż tak bardzo dałam się podtopić tej burej brei smutku? PMS? To by dopiero było smutne …

Po płaczliwym wieczorze, zasnęłam głęboko i spokojnie przespałam całą noc, budząc się sama, bez budzika. Spokojniejsza, ale melancholijna (ciekawe na ile to wpływ braku Bałwana, a ile braku torebek? ;) ). Pogoda pasuje do nastroju. Jest ciepły, ale strasznie ciemno-szary jesienny dzień z łagodnym, przyjemnym wiatrem. Fajnie. Lubię taką pogodę.

Udanego dnia.

Category: Bez kategorii  66 Comments

Wojciech Cejrowski Biografia, Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski jest osobą, której nie mogę sklasyfikować, jako kogoś, kogo stanowczo nie lubię lub* stanowczo lubię. Ja go szczerze nie cierpię i jednocześnie naprawdę uwielbiam. Pamiętam czasy WC Kwadrans, który oglądałam prawie zawsze. Wkurzając się jednocześnie na specyficzny sposób mówienia, miny i urodę Autora, kubek, którym uderzał w stół, chcąc podkreślić ważne kwestie, puenty. Masochistycznie do programu wracałam, ale po zdjęciu go z anteny w pewnym sensie odetchnęłam. Nie lubię bowiem, gdy sprawy stawia się na ostrzu noża, nie lubię dialogu podszytego agresją i złośliwością, jedynej i słusznej MOJEJ racji i wszelkich skrajnie przerysowanych opinii.

Minęły lata i nagle, z niemałym zdziwieniem odkryłam, że Cejrowski jest także, a może przede wszystkim podróżnikiem. Posiada status fellow Royal Georgaphical Society w Londynie. Jest to o tyle ważne i wyjątkowe, że dotychczas status ten, oprócz Cejrowskiego, otrzymało tylko dwóch Polaków. Status ten potwierdza jego ważne dokonania w działalności podróżniczej. Ktokolwiek czytał jego książki lub obejrzał choćby jeden odcinek jego podróżniczych serii w TV ten wie, że ten status mu się należy. Za jego podróżnicze publikacje go uwielbiam. Czytając Rio Anaconda, wstawałam o 4 nad ranem, bo chciałam czytać dalej. Im bardziej forma publikacji pozwala Cejrowskiemu wejść w detale, dać rozbujać się jego gawędziarskim zdolnościom, tym lepiej. Przykładowo Rio Anaconda była dla mnie pełnym, kilkudaniowym posiłkiem z przystawkami, winem, deserem i kawą na koniec. A Gringo wśród dzikich plemion był jedynie daniem głównym. No może z zupą :) Nie chcę przez to powiedzieć, że było to gorsze danie. Mówiąc o Cejrowskim, odnosząc się do czegokolwiek, co stworzył, przymiotnik „gorszy” ma status „nie dotyczy„. Na ile poznałam wszystko, czego się dotykał, mogę stwierdzić, że WC zawsze z bardzo dużą starannością tworzył wszystko, do czego się zabrał. Może to perfekcjonizm, brak zaufania do tego, że ktokolwiek może to zrobić przynajmniej tak samo dobrze. Dzięki temu jednak możemy czytać nie tylko niezwykle wciągające, ale też piękne wydane książki. Oglądamy interesujące i doskonale wyprodukowane programy.

Równolegle z działalnością podróżniczą Cejrowski, nie pozwala(ł) też zapomnieć o tym, że jest także ultra katolikiem, przeciwnikiem homoseksualistów, aborcji i in vitro. A także przedsiębiorcą, znawcą muzyki i organizatorem muzycznych imprez, radiowcem, komikiem specjalizującym się w formie Stad-up, będącym bodajże polskim pionierem tej formy sztuki estradowej.

Czy osoba tak bardzo wszechstronna, doświadczona, posiadająca wiedzę z tak szerokiego zakresu dziedzin, może nie znać bądź nie zdawać sobie sprawy z tego, jak ważne dla postaw i opinii jednostki są jej korzenie i życiowe doświadczenia? Czy nie przyzna, że dla oceny dzieła, pobudki jakie kierowały autorem, przyczyny powstania są ważne? A nawet niezbędne, aby w pełni zrozumieć i czerpać z ich treści? Czy można w ogóle coś lub kogoś zrozumieć, znając bądź przyjmując tylko część faktów, powiązań i zdarzeń, jakie wpływają czy wpływały na tą osobę? Czy można zrozumieć destrukcyjne zachowania Janis Joplin nie wiedząc, jak szczerze ona siebie nie akceptowała? A czy można zrozumieć pacyfistyczne postawy Hermanna Hesse nie wiedząc, że przyszło mu przeżyć dwie wojny, w których Niemcy odegrały tak straszną rolę? Czy można pojąć słowa Kochanowskiegowielkieś mi uczyniła pustki„, nie wiedząc, że stracił córeczkę? Nie można. Tzn można, ale kto chce po łebkach traktować informacje, twórczość płynącą do nas szerokim strumieniem, ten w zasadzie może sobie w ogóle darować.

Myślę, że Cejrowski przeczytał wiele biografii. Myślę, że interesował się niezliczonymi życiorysami. Jako perfekcjonista badał wszystko dogłębnie, zamęczając pytaniami i drążąc drzewa genealogiczne. Wtrącał się chociażby w życie odwiedzanych plemion, wdzierał w ich życie, wkupywał w ich łaski, dopytywał i bezwstydnie zaglądał im w najintymniejsze sfery życia. A przecież nie są oni osobami publicznymi. Dlaczego sobie na to pozwala, tłumacząc rzetelnością swoich materiałów podróżniczych, a nam odmawia rzetelnej informacji na swój temat? Bo fakt ukazania się swojej biografii ostro skrytykował. Twierdzi nawet, że próbował ją powstrzymać, a gdy ostatecznie poległ i stało się jasne, że mu się to nie uda, postarał się w największym możliwym stopniu wpłynąć na jej formę i treść. I teraz pytanie w jakim stopniu biografia Wojciecha Cejrowskiego jest pisana wbrew niemu, a w jakim … przez niego samego?

Biografia Cejrowskiego nie zawiera żadnych informacji, które byłyby dla niego powodem do wstydu. Nie ma np.: ani słowa o związku z Beatą Pawlikowską. Oczywiście możemy przyjąć, że biografia typowo zawodowa, ale jednak są tam wzmianki o przodkach i rodzinie. Pawlikowska, również podróżniczka, miała z całą pewnością swoją rolę w podróżniczych dokonaniach, a conajmniej decyzjach, Cejrowskiego. Byli małżeństwem 10 lat. Cisza jednak o tym. Być może dlatego, że, aby być rzetelnym, należałoby też napisać o rozwodzie kościelnym, problemach alkoholowych Pawlikowskiej i jej ocenie tego związku po latach. Dla biografa te zdarzenia byłyby istotnym materiałem, dla kogoś kto wciąż ma do nich bardzo emocjonalny stosunek (pomijam czy pozytywny czy negatywny), byłyby zadrą i wstydliwym faktem z życia. Zwłaszcza dla katolika, który przysięga, że nie opuści aż do śmierci.

Biografia Cejrowskiego to peany o jego przedsiębiorczości, wiedzy i pomysłach wyprzedzających pomysły innych o lata, bezkompromisowości przekonań i działań. A wszystkie jego bezkompromisowe postawy i opinie w finale okazują się być jedynie słuszne i właściwe. Jak w prawdziwej bajce, ktokolwiek krytykował Cejrowskiego, ostatecznie przekonywał się o braku swojej racji. Oliwa sprawiedliwa. Zło bywało ukarane, dobro nagrodzone. A Cejrowski zawsze ostatecznie lądował na wozie.

Biografia Cejrowskiego to przodkowie, których się zazdrości i drzewo genealogiczne tak barwne, że aż nieprawdopodobne. To dziadek Antoni, którego biografię chętnie bym osobno poczytała i który jawi mi się jako super bohater i przebiegły lis jednocześnie. Choć podobnie realny, jak Batman. Cokolwiek dziadek Antoni nie zrobił, jakiekolwiek tarapaty mu nie groziły, zawsze unikał kłopotów. Wychodził z nich nie tylko bez szwanku, ale jeszcze na nich jeszcze zyskiwał. To się nazywa mądrość, przebiegłość i szczęście w jednym.

Biografia Cejrowskiego to masa szczegółów, zdjęć, dat i faktów, nie wyłączywszy jego odczuć, myśli. Nie wiem jak blisko trzeba być z kimś, aby tak wiele wiedzieć o drugiej osobie. W jaki sposób autor biografii (Grzegorz Brzozowicz) wszedł w posiadanie tych zdjęć i informacji? Bohater biografii i jej autor znają się z Radia Kolor. Cejrowski przyznaje też, że krótko pracowali razem przy Boso przez świat. Jakkolwiek często ich zawodowe ścieżki się przecinały, czy mogły ich relacje być tak zażyłe, aby Brzozowicz był w stanie zdobyć tyle szczegółowych informacji? Cejrowski przyznaje, że kiedy okazało się że nie zatrzyma publikacji, dał swoje błogosławieństwo i przyzwolenie wszystkim swoim współpracownikom, poproszonym o pomoc w pisaniu biografii. W imię „kontroli zawartości”.

Biografia Cejrowskiego to wydawnictwo, posiadające bardzo wyraźny wspólny mianownik z poprzednimi. Rio, Gringo, publikacje Biblioteka Poznaj Świat i Biografię można ustawić obok siebie na półce. Stanowią całość. Nikt nie publikuje w tej samej formie i szacie graficznej czegoś, od czego tak wyraźnie i stanowczo się odcina. Albo inaczej – oficjalnie (póki co) stwierdza, że się odcina. I na to znajdziemy wytłumaczenie WC. Na jego stronie internetowej wyjaśnia to tym, że chciał uniknąć kompromitującego zdjęcia na okładce. Chciał się też zabezpieczyć przed potencjalnymi pakietami promocyjnymi typu „z prezerwatywą lub plejbojem”. Nie wyobrażam sobie jednak, jakimi torami musiałby myśleć pomysłodawca takiej promocji? W życiu nie połączyłabym jednego z drugim. A już na pewno nie byłaby to skuteczna promocja. Target Cejrowskiego (w tym wypadku podróżnika) nie równa się targetowi Plejboja.

Nie chcę dowiedzieć się, że odcinanie się Cejrowskiego od publikacji Brzozowicza było tylko częścią kampanii marketingowej. Niemniej jednak całość na odległość „pachnie” Cejrowskim. Nie mogłam się pozbyć wyobrażenia, że czytam, a nawet słucham WC. Wszystko: ton, poglądy, sposób formułowania zdań, a nawet fakt, że od książki nie mogłam się oderwać, było na wskroś … cejrowskie!

I jeśli okaże się to prawdą, będzie dla mnie sporym zgrzytem. Bo Wojciech Cejrowski Biografia to publikacja, po którą sięgnęłabym bez żadnych dodatkowych marketingowych sztuczek.

*„Lub” w logice jest wykluczające. Tutaj „lub” nie ma prawa bytu.

Category: Bez kategorii  19 Comments