Archive for » Listopad, 2011 «

Weekend

nigdy nie cieszyłam się tak bardzo z weekendu jak teraz, odkąd mam dziecko i pracuję. W ciągu tygodnia brakuje mi czasu dla Zosi, choć przecież całe dnie spędzamy ze sobą. W tym samym pokoju ja pracuję, a ona się bawi. Ale taki czas kiedy cała dla niej jestem, kiedy gadamy, tańczymy, bawimy się i przytulamy w ciągu dnia jest ograniczony, przez to właśnie, że mimo, że kilka metrów od mojego Skarbka, to muszę siedzieć na tyłku i klepać w klawiaturę.

Nie wspominając o tym, że jak już popracuję, poprzytulam się z Zosią i trochę ogarnę dom to jestem zżuta i wypluta. Taka zmęczona, że zasnąć nie mogę.

A w weekend jest inaczej. W weekend nie pędzę do biura czyli drugiego pokoju. Mogę powoli się budzić (albo szybko – zależy, jak Zosia postanowi :P ). No i mamy naszego Bałwana! Wprawdzie czasem wymyka się na weekendowe zmiany do pracy, ale jutro akurat będzie nasz.

Dzisiaj, jak położyłam Zosię spać zabrałam się do prac domowych, aby jak najwięcej mieć wolnego czasu jutro i pojutrze. Tak się cieszę na te wspólne chwile!!! W planach oprócz bycia razem mamy tez odwiedziny u znajomych, którzy wybawili nas z opresji, jak nam dynia czarna na środku drogi stanęła. Fajnie będzie się spotkać.

Życzę wszystkim Wam wspaniałego, pełnego relaksu i uśmiechu weekendu!

Category: Bez kategorii  One Comment

Pomagamy

Kilka dni temu w TV wspominano o akcji Świąteczna Paczka. Zainteresowaliśmy się z Bałwanem, ponieważ mamy w piwnicy całą tonę ciuchów, których chcieliśmy się pozbyć – ale nie wyrzucać, bo są w całkiem dobrym stanie, niektóre nawet nie noszone. Najpierw rzeczy miała odebrać nasza wspólna z Rowerem znajoma. Dziewczyna z domu dziecka, lat 19, obecnie w ciąży. Ale dziewczyna mimo wielu zapewnień i kilkakrotnego umawiania się ani się nie zjawiła ani rzeczy nie odebrała. Tylko napisała mi swój numer telefonu (jakbym go nie miała) poprosiła o to, żebym zadzwoniła się umówić … ?? Tak więc stwierdziłam, że jak ktoś nie życzy sobie pomocy, a raczej życzy sobie za wiele, to oddam gdzieś indziej. Pobliski Caritas był moim celem, ale jak poszłam w godzinach urzędowania to zastałam gigantyczna kolejkę ludzi, którzy po pomoc przyszli – a nie z pomocą, jak ja. Ze względu, że byłam z Zosią, poszłam sobie.

Tak więc ta Świąteczna Paczka trafiła w dobry czas.

Na stronie szlachetnapaczka.pl trzeba odszukać najbliższy punkt przyjmowania paczek, a potem z listy przypisanych do tego rejonu potrzebujących rodzin kliknąć tę, której chce się pomóc. Potrzeby są duże i nie bylibyśmy w stanie uszczęśliwić jakiejkolwiek rodziny. Postanowiłam więc, że oddam te rzeczy na daną rodzinę, ale bez klikania i „zamawiania” jej. Może znajdzie się ktoś, kto będzie mógł pokryć wszystkie potrzeby, a ja swoją część dorzucę. Dodatkowo upatrzyłam sobie też rodzinę z 4-miesięcznym dzieckiem, dla którego też potrzebna pomoc. Dla tego malucha również chciałam bez klikania przynieść jakieś rzeczy – choćby paczkę pieluch.

Poszłam pod adres gdzie zbierano paczki, żeby się upewnić, że mogę tak zrobić. Tak to znaczy przynieść konkretną rzecz, oznaczyć ją kodem rodziny i mieć pewność, że do niej trafi. Panie były miłe, nie wiedziały czy tak można, ale próbowały się dowiedzieć. Nie o tym jednak chciałam. Jak usłyszały, że chcę pomóc pokazały mi kartkę: dziecko 7 miesięcy, 2 lata, 7 lat i jeszcze trójka maluchów. Właśnie dostały informacje, że ta rodzina pilnie potrzebuje pomocy. Rodzina bez dochodów. Zero. Więc potrzebują wszystkiego. Najbardziej mnie schwycił za serce ten najmłodszy. I już chciałam pędzić do Tesco. Byłam jednak na spacerze z Zosią i pogoda była piękna. Szkoda było to tracić czas na zakupy, postanowiłam zrobić je jutro.

Wyszłam i spacerując z Zosieńką myślałam. Jeśli wesprę tę rodzinę, to będzie kilka -naście, -set itd. następnych. Jeśli wesprę ją teraz, to kto jej pomoże jutro? Jeśli nie wesprę to co z nimi się stanie? Może nikt nie pomoże? Wszystkim się nie da pomóc, to jasne. A jednak boli mnie to i może bym próbowała, gdybym wiedziała, że to nie jest studnia bez dna.

Myślałam o tym także w kontekście nadchodzących ciężkich zmian. Tusk miał mocne expose. Pokaz determinacji i zdecydowania. Kurczę, ale on chyba nie ma kontaktu z takimi osobami? Zapytał go facet, który stracił uprawę (z tego żyje): Jak żyć?? No właśnie, chciałabym żeby odpowiedział kilku osobom premier, jak mają żyć. Wkurza mnie to. Wiem, że jest (idzie) kryzys, że mamy długi, że brakuje na to tamto. I że w związku z tym, wszyscy musimy się na te potrzeby zrzucać. I że na to zrzucanie się, musimy, po prostu musimy mieć i dać. Ale kurczę, skąd ma dać rodzina z zerowym dochodem?? Skąd ma dać rodzina z minimum, korzystająca już z pomocy takiej, jak świąteczna paczka. Skąd mają dać rodziny, które żyją na poziomie dobrym, nie brak im na jedzenie i co jakiś czas mogą swobodnie kupić sobie ciuchy, wyskoczyć do kina. Jak oddadzą to dołączą do grupy korzystającej z pomocy … Zabierać bogatym. Ok, bogaty=przedsiębiorca? Który odważnie, ale nie bez obaw i stresu zakłada coś na własną rękę i może teraz lub w przyszłości da komuś pracę? Przecież pójdzie na dno. To może ten przedsiębiorca, co ma już mocną pozycję, nie inwestuje już, tylko od lat zbiera zyski? Ilu ich jest??

W naszym państwie nie ma osób, od których można by wystarczająco wyciągnąć, aby pokryć wszystkie potrzeby. Nie ma, po prostu. My sobie nawzajem próbujemy pomagać, ale decyzje polityczne ścigają nas i niedługo pewnie już nie damy rady pomagać. Smutne to. Wkurzające.

Na liście potrzebujących Świątecznej Paczki jest masa rodzin, gdzie rodzice są w wieku 30-50 lat. Im nie trzeba pomocy tylko pracy. Po prostu pracy. Której ludziom dookoła mnie, bliskim i dalszym, po prostu brakuje. Niech to się w końcu zmieni. Pracowity naród, tylko póki co, co z tego? :(

Jutro pójdę po małe zakupy dla tej rodziny z 6 dzieci. Zapakuję ubrania i zaniosę do punktu. Dla tego 4-miesięcznego pewnie kupimy pieluszki. A jak w supermarkecie będzie zbierana żywność też pewnie coś wrzucimy.

A Wy dalej trzymajcie proszę kciuki za mój urlop wychowawczy, bo ten cały zakichany CNPF faktycznie odrzucił moje odwołanie … :(

Category: Bez kategorii  3 Comments

Hawajeee :)

Tadam! Google jest genialny. Pisałam dziś maila po niemiecku i z lenistwa klepałam po polsku do translatora wielkiego G. No i chciałam Was serdecznie pozdrowić z Hawajów! :) ) Nie zdziwcie się jak mnie po powrocie nie poznacie na mieście :) Taka opalenizna nie jest normalna w naszej szerokości geograficznej :D

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Mazury

Jesteśmy na Mazurach. Nasza dynia czarna została reaktywowana i pojechaliśmy do babci. Dzień wygląda jeszcze bardziej wariacko niż jak jesteśmy w domu, bo trzeba wziąć pod uwagę zajęcia i terminy babci, odbiór z przedszkola Zuzi no i moją pracę. Chwała Bogu, że jest. Pracuje mi się nieźle, doceniam te zadania, które dostałam, bo mogą mi się przydać na przyszłość (tę zawodową przyszłość). Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że ten cały luksemburski ala ZUS odmówił mi po raz kolejny urlopu wychowawczego. Nie wiem, jak na to zareagują w pracy. Boję się. Ehhh. Będzie dobrze, no nie? Musi być. Mam zdrową rodzinkę, a to najważniejsze. Na pewno się wszystko poukłada. A ten ich urząd może mi przyzna ten urlop prędzej czy później, bo ich argumenty upadną za 1,5 miesiąca kiedy minie ustawowy, wymagany czas pracy w Luksemburgu. Oby tylko ta moja praca i osoby decyzyjne pozwoliły mi do tego momentu dotrwać.

Co tam jeszcze … No niewiele. Chciałabym coś wystrzałowego napisać,ale nic do głowy mi nie przychodzi. Nie ma fajerwerków ani anegdot, ale i tak jest fajnie z moimi kochaniami :)

Miłej środy. Do weekendu tylko 2 dni :)

Category: Bez kategorii  2 Comments