Archive for » Grudzień, 2011 «

2012

Z okazji Nowego Roku życzę wszystkim dużo pozytywnych momentów, zaskoczeń, pozytywnych ludzi i zdarzeń. Dużo zdrowia, sił, optymizmu, żeby ta mieszanka napędzała do spełniania marzeń, walki o to czego potrzebujemy i chcemy. Wsparcia ze strony najbliższych i tych dalszych, ale życzliwych osób. Dużo dobrego dla Was wszystkich. Poszukiwaczom pracy życzę odnalezienia nie tylko mądrego pracodawcy, ale też ciekawej, pełnej wyzwań, rozwijającej i odpowiednio nagradzanej pracy i lojalnych, sympatycznych pracowych znajomości.

Mój rok 2011 był na pewno najszczęśliwszym rokiem z wszystkich, jakie przeżyłam dotychczas. Mam nadzieję, że nowy będzie conajmniej tak samo dobry i szczęśliwy. Jedyne co, to w 2012 roku nie chcę drugi raz wychodzić za mąż :) Mam już tego, który mi odpowiada jak nikt :)

Dziękuję za Bałwana, Zosię za to, że udało mi się przetrwać trudne chwile, kiedy jeszcze nie byliśmy razem, że przeżyliśmy razem powitanie Zosi na świecie, że uśmiechamy się mimo całej tej batalii związanej z pracą.
Dziękuję za to, że byliście na naszym weselu, że ze mną jesteście w ważnych chwilach mojego życia. Ze wsparciem i troską i dobrymi radami.

Udanej imprezy choćby w NOT :P Najważniejsze jest przecież, żeby był w dobrym towarzystwie :)

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Zosi 1wsze święta

Pierwsze święta z nową rodziną za mną. Było ok, inaczej niż u nas, nie było „nieproszonego gościa” ani „u Pana w Boga”, niestety nie było chichotów z braćmi ani pilota zaraz po kolacji. Najbardziej niestety to nie było kocyka przez wszystkie dni i gaszenia światła, gdy ktoś dzwonił do drzwi ;) Była Zosia, która trochę się rozbrykała i zasypianie było wyzwaniem. Pierwszy raz nasza Zosia była z nami w święta. Kochana mała dziewczynka. W sukienusi od Rowerka wyglądała bosko. Ona jest taka słodka…

Niestety dziś mam kiepski dzień to i bardziej mnie ściskają za gardło kwestie z Zosią związane. Malutka ma alergię i na buzi ma okropne alergiczne plamy. Myślałam, ze to od masła, bo ja zła matka wsuwałam. Odstawiłam. Teraz podejrzenie kieruję na czekoladę i kakao. Nie jadłam wprawdzie dużo, ale w święta i było ciasto z kakao i ciasteczka z czekoladą. Jak mówię – niedużo – ale było. Odstawiamy. Maść nie pomaga na plamy i za każdym razem, jak widzę swoje dziecko z tymi wykwitami, które ma przeze mnie, to mam ochotę się powiesić :( (

No a największy ból, taki do płaczu, to ten, że nie mam Zosi czym karmić. Nie wiem co się dzieje. Znika pokarm już od jakiegoś czasu. Próbuję rozkręcić laktację częstym przystawianiem i piciem hektolitrów płynów. Piersi są jakby pełniejsze, ale pokarmu więcej w nich nie ma. Chce mi się wyć. Jestem okropna, fatalna. Nie potrafię dziecka nakarmić. Mała niewiele przybiera na wadze i czuję się tak potwornie winna. Boję się o nią, martwię. Dwa razy próbowaliśmy jej dać modyfikowane, żeby głodna nie była, ale ona nie chce. Raz pluła i się krzywiła drugim razem wypiła z 10-20ml i też pluła.

Czy tak się zdarza, że pokarm sam z siebie znika? Piję dużo, jem wartościowe rzeczy. Więc czemu? Co robić???

Poza tym .. znów dostałam dziwną wypłatę, suma nie wiem z czego wynika a payslipu nie mam więc nie sprawdzę. W sprawie odwołania cisza, w sprawach podatkowych cisza, namiary na doradcę wysłane i … zgadnijcie … cisza :/ Wszystko cisza, wszystko stres i nerwowe oczekiwanie. Dużo. Chciałabym powiedzieć, że przynajmniej dziecko zdrowe ale – mimo, że Zosia jest zdrowa – no to i tak jest zmartwienie z tym karmieniem.

Dupa dupa i wszystko dupa.

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Zdarza się.

Zdarza się ostatnio, że nasze ukochane user friendly dziecko znika na kilka-kilkanaście godzin. W jej miejsce pojawia się jedna wielka maruda. Mamy podejrzenia, że to ząbki ją męczą, bo maść na dziąsła pomaga, poza tym niunia wszystkim co ma pod ręką próbuje sobie też poradzić z bólem. Oglądam dziąsła i wydają mi się raz pulchne, raz normalne, raz białe, innym razem chyba jednak normalne. Nie wiem. Ale chciałabym, żeby to się skończyło jak najszybciej pięknymi jedynkami. Niunia wczoraj najpierw zwyła się z bólu, potem z wyczerpania, zmęczenia i umęczenia. Tuliliśmy ją, przytulaliśmy, głaskaliśmy, nawet zabawialiśmy. Ale jak boli to i niewiele pomaga.

W mojej robocie bez zmian. Na lepsze ;) Machina z odwołaniami nakręcona, już wysłane zostało pismo do Sądu Arbitrażowego. Rzecznik też swoje próbuje wskórać. A ten cały urząd broni się rękami i nogami. Co do samej firmy mojej, doprosiłam się już swoich payslipów od stycznia. I zadrżałam. Jeden wielki błąd. Payslipy (ale nie wypłatę!!) dostałam nawet za maj i czerwiec, kiedy przecież miałam wypłacane urzędowe wynagrodzenie z tytułu u.macierzyńskiego! Pomijając już, że na tych papierkach mam 1 grupę podatkową. Nie odnotowali, że w międzyczasie założyłam rodzinę! Banda baranów!!!! I to jeszcze nie wszystko … :/

Za tydzień święta. Patrzę za okno, a tam piękne słoneczko jesienne, temperatura powyżej 5 stopni. Jakby nie patrzeć, zima znów zaskoczyła drogowców i innych :) Oby tak było w samą Wigilię, kiedy będziemy przemieszczać się naszą dynią na północ. Zapewne nie jako jedyni … :( Oby dojechać bezpiecznie!

Przemieszczamy się na północ, gdyż tegoroczne święta spędzamy z rodziną Bałwana. Moi rodzice, choć zaproszeni, nie zdecydowali się dołączyć ze względu na brata (mojego). Choć na pewno jest im smutno, że nie będzie ich w pierwsze Zosiuni święta z ukochana wnusią. Rysiek zaklina rzeczywistość, powtarzając jednak jak mantrę, ze w styczniu ich odwiedzimy :)

A teraz apel. Cieszę się, że to czytacie Dziewczyny z Kotami, Ruda, Tajemnica, Blondyna … Jesteście na bieżąco, ale ja nie! Odzywać mi się natychmiast! Wy i wszyscy, którzy dawno się nie meldowali!

Dobra, wracam do pracy! Miłego dnia!

Category: Bez kategorii  2 Comments

:)

Wczoraj, wprawiając mnie i mojego brata w osłupienie, Zosia wyrecytowała MAMA :) Wiem, że zapewne jeszcze nie jest świadoma tych słów, ale możecie sobie wyobrazić, jak się poczułam :) Dziś Bałwan testował Zosiulkę i raz na hasło mama, Zosia popatrzyła na mnie. Wiem wiem … przypadek :) Ale jaki miły.

Dziś z kolei osłupiałam jeszcze parę razy. Np. kiedy musiałam walczyć o przyjęcie do specjalisty poza kolejnością. W zeszłym tygodniu p. doktor mi powiedziała, żebym przyszła w poniedziałek na 8-mą rano. A jak przyszłam (i to dużo wcześniej) to zastałam 8! osób, w takiej samej, jak ja sytuacji. Miałam farta i weszłam jako druga, pierwsza po osobie wcześniej zapisanej, tylko dlatego, że wcisnęłam lekarce swoją kartę, a pozostali musieli po nie dygać na dół. I ucięłam sobie dyskusję z p. doktor. Jak jej powiedziałam, że nie będę siedzieć tu kilka godzin, bo mam dziecko odpowiedziała, że na pewno ktoś z dzieckiem jest, a jak nie jest (???) to żebym je podrzuciła sąsiadce! ;) Potem zaczęła się ze mnie nabijać, że co ja sobie myślę, że jak mi powie, że mam przyjść na 8-mą to znaczy, że mnie o 8-mej przyjmie?? Powiedziałam bez cienia wahania, że dla mnie właśnie to znaczy. Zaczęła się dyskusja na temat tego, że chyba byłoby dziwne gdybym nie uznawała za nienormalne najpierw walki w poczekalni o kolejność, a przedtem, w trakcie i potem nie odsiadywała kilku godzin LICZĄC na to, że zostanę przyjęta. Nie da się ukryć, że przyznała mi rację, ale skończyło się na typowym „co ja mogę”. Potem jednak włączył jej tryb Dobra Rada i powiedziała, że jak pilna sprawa, to żebym poszła do lekarza prywatnie! No, nic prostszego. Już mówiłam dziś Bałwanowi, że na tej samej zasadzie twój bank Cię odprawi, gdy chcesz podjąć pieniądze i każe iść do innego, gdzie za to zapłacisz. Ja mogę iść, ale ze sobą zabieram swoje pieniądze i prawo do dysponowania nimi. Marzenia ściętej głowy w tym naszym kraju.

Na propozycję p. doktor odpowiedziałam szczerze, że ta wizyta potrzebna mi jest, żeby chociaż badania bezpłatnie zrobić. Bo przecież te skierowania przez lekarza prywatnego są pełnopłatne. Pokiwała głową. A tak swoją drogą prywatna wizyta to wydatek 200PLN, drugie tyle to USG na miejscu. Wystarczy.

W gruncie rzeczy wiem, że lekarka nie jest niczemu winna. Sama musi się codziennie borykać z takimi pacjentami jak ja albo i gorszymi, których obejrzałam na korytarzu. Jedna babka wyciągnęła z wszystkich informacje o chorobach, zastosowanym leczeniu. Przydybała jakąś znajomą i cała poczekalnia dowiedziała się, że syn się ożenił, córka na SGGW żywienie studiuje, a Bogusia mieszka na Lazurowej… Koszmar. Babka jednak zachęciła do pogaduch więc zaczęło się mędrkowanie. Pamiętajcie, u lekarza nie dajcie sobie wcisnąć tabletek, bo one są robione w betoniarce i nie są dobrze mieszane, wskutek czego substancje leczące w jednej tabletce są, a w drugiej nie! Idźcie od razu po zastrzyki. Ale nie jakiekolwiek!!! Takie na stany zapalne mają być! :) )

Człowiek uczy się całe życie i pomysłodawczyni tych konwersacji też. Jak ktoś podzielił się schorzeniem, którego nie miała, a przez to i nie znała, dopytywała się jak to się objawia i diagnozuje. Coś czuję, że pacjenci innych specjalności ją niedługo poznają :) )

Czytałam dziś o Norwegach zmagających się z depresją. Wykańcza ich dobrostan, przez który ich życie jest puste. Dobre. Znudzeni wygodnym i spokojnym życiem. Mogę się zamienić. Albo dam się w ramach ich terapii dofinansować i trochę „znudzić” dobrostanem :)

Ale dziś deszczowo, nie? Dzień już się kończy całe szczęście, oby jutro wyszło słonko :) Miłego wieczoru.

Category: Bez kategorii  Leave a Comment