Archive for » Maj, 2012 «

no place like home

U nas wszystko w porządku. Nie mam czasu na pisanie, a może bardziej prawdziwe będzie stwierdzenie, że nie chcę pisać w kółko tego samego. Codzienność jest dość przewidywalna. Co nie znaczy, że zła. A w sumie to sobie właśnie uświadomiłam, że jednak są rzeczy o których mogę napisać i nie będą one częścią utartego schematu naszego Bawaniego życia. Bo na przykład w Wielkanoc byliśmy na weselichu. Blondyna przysięgała. Ślub był w przecudnym kościele pod Wawą, zabawa była naprawdę spoko mimo, że nie znaliśmy praktycznie nikogo. Dla nas był to jednak wieczór, który mogliśmy spędzić ze sobą (zupełnie jak Rower z Mężem rok temu na naszym weselu) i postanowiliśmy dobrze się bawić.

Jeśli o nas chodzi, o naszą rodzinkę to jest słodko i dobrze. Kochamy się bardzo i przepadamy za sobą. Dziecinka rośnie i rozwija się jak trzeba, nie męczy nas wcale i ta passa trwa od jej urodzin (za co jesteśmy niezwykle wdzięczni). Patrzymy na Zosię i jest dla nas tak idealnie, perfekcyjnie śliczna i urocza. To pewnie znamienne dla wszystkich rodziców aczkolwiek wydaje mi się, że Zosia jest obiektywnie śliczna :) Naprawdę :)

Aktualnie Mysza jest lekko przeziębiona. To po majówce, która nie wyszła nam tak, jak tego się spodziewaliśmy. Dla nas czas wolny to czas, który możemy spędzić ze sobą, ale z naciskiem na poświęcenie go Zosi – spacerować, pokazywać jej jak najwięcej, ona tak lubi zwierzęta, dzieci, place zabaw. A tu nie do końca wyszło z powodu pogody, która dopisała aż za bardzo i przez te upały byliśmy uziemieni. Wycieczka do Zwierzyńca była super, ale dziecko nam się przegrzało, dostało gorączki i kolejne dni drżałam o nią. Potem zaczął się Zosi katar, zaproszenia i obowiązkowe odwiedziny u rodziny, wreszcie moje przeziębienie i standardowy konflikt matka-córka (nie mam na myśli siebie i Zosi), a na koniec ten okropny, trudny i nerwowy powrót do domu w upale w aucie bez klimy z naszym brzdącem. To była majówkowa katastrofa. Przyjechaliśmy do domu i chyba w życiu jeszcze nie było mi tak dobrze – nie ma co, no place like home.

Myślę od kilku dni o moim mężu, że chciałabym coś tu o nim napisać. Nie chcę zdradzać za wiele, za wiele odkrywać, ale chcę uwiecznić to, jak nam dobrze razem. Mam naprawdę dużo szczęścia, że tak poskładały sie losy, że żadne z nas nie założyło wcześniej innej rodziny, że po latach znajomości nagle spojrzeliśmy na siebie inaczej. Mój Bałwan bardzo mi się podoba. Pod każdym względem. W wielu sytuacjach udowadnia jakim jest wspaniałym, kochającym facetem, ojcem, rozsądnym człowiekiem. Podziwiam go za to. Podziwiam go za umiejętność pacyfikowania mnie. Wspiera mnie, podnosi na duchu (jak martwię się swoją pracą, bądź relacjami z Bałwana teściową), rozśmiesza no i … spełnia moje sny. Tak jak wczoraj :P

Chciałabym, abyśmy byli na tyle mądrzy i spostrzegawczy, aby pielęgnować to uczucie i utrzymać je w takim stanie długie lata.

ps. Nie mogę w to uwierzyć, tak dawno nic nie pisałam, że w pierwszym odruchu nie wiedziałam co wpisać w pola logowania … ;)

Category: Bez kategorii  Leave a Comment