Blog Archives

Masakra.

Jutro muszę jechać do Żywca w związku z pracą i po raz pierwszy odkąd Zosia się urodziła, zostawię ją na dłużej niż 2-3 godziny. Od wielu dni, już na samą myśl stawała mi gula w gardle i ściskało mnie w żołądku. A jutro jest ten dzień, na który czekam w niesamowitej panice.

Aby zabijać tam czas i zająć myśli biorę ze sobą 3 książki. Ale i tak myślę, że ta „wycieczka” będzie dla mnie dramatem. Zastanawiam się czy w ogóle moja obecność tam ma sens. Jadę na spotkanie branżowe, ale co ja powiem o branży skoro Zosia będzie mi się kołatać po łowie 24h/d? Poza tym mam obawy, że nie opanuję chęci powrotu i tęsknoty za Niunią i po prostu wsiądę w pociąg i wrócę.

Wiem, że muszę to zrobić. Nie tylko, aby podtrzymać swoją „pozycję” w firmie czy wykonać swoje obowiązki zapisane w umowie. Muszę to zrobić, aby dopuścić do siebie myśl, że kiedyś będę musiała z Zosią się na troszkę rozdzielać. I muszę zacząć trenować kontrolowanie paniki i tęsknoty.

Kto ma dziecko ten wie – to jedna z trudniejszych prób. Oby do poniedziałku. A przynajmniej do niedzieli.

Uściski

Category: Bez kategorii  3 Comments

no place like home

U nas wszystko w porządku. Nie mam czasu na pisanie, a może bardziej prawdziwe będzie stwierdzenie, że nie chcę pisać w kółko tego samego. Codzienność jest dość przewidywalna. Co nie znaczy, że zła. A w sumie to sobie właśnie uświadomiłam, że jednak są rzeczy o których mogę napisać i nie będą one częścią utartego schematu naszego Bawaniego życia. Bo na przykład w Wielkanoc byliśmy na weselichu. Blondyna przysięgała. Ślub był w przecudnym kościele pod Wawą, zabawa była naprawdę spoko mimo, że nie znaliśmy praktycznie nikogo. Dla nas był to jednak wieczór, który mogliśmy spędzić ze sobą (zupełnie jak Rower z Mężem rok temu na naszym weselu) i postanowiliśmy dobrze się bawić.

Jeśli o nas chodzi, o naszą rodzinkę to jest słodko i dobrze. Kochamy się bardzo i przepadamy za sobą. Dziecinka rośnie i rozwija się jak trzeba, nie męczy nas wcale i ta passa trwa od jej urodzin (za co jesteśmy niezwykle wdzięczni). Patrzymy na Zosię i jest dla nas tak idealnie, perfekcyjnie śliczna i urocza. To pewnie znamienne dla wszystkich rodziców aczkolwiek wydaje mi się, że Zosia jest obiektywnie śliczna :) Naprawdę :)

Aktualnie Mysza jest lekko przeziębiona. To po majówce, która nie wyszła nam tak, jak tego się spodziewaliśmy. Dla nas czas wolny to czas, który możemy spędzić ze sobą, ale z naciskiem na poświęcenie go Zosi – spacerować, pokazywać jej jak najwięcej, ona tak lubi zwierzęta, dzieci, place zabaw. A tu nie do końca wyszło z powodu pogody, która dopisała aż za bardzo i przez te upały byliśmy uziemieni. Wycieczka do Zwierzyńca była super, ale dziecko nam się przegrzało, dostało gorączki i kolejne dni drżałam o nią. Potem zaczął się Zosi katar, zaproszenia i obowiązkowe odwiedziny u rodziny, wreszcie moje przeziębienie i standardowy konflikt matka-córka (nie mam na myśli siebie i Zosi), a na koniec ten okropny, trudny i nerwowy powrót do domu w upale w aucie bez klimy z naszym brzdącem. To była majówkowa katastrofa. Przyjechaliśmy do domu i chyba w życiu jeszcze nie było mi tak dobrze – nie ma co, no place like home.

Myślę od kilku dni o moim mężu, że chciałabym coś tu o nim napisać. Nie chcę zdradzać za wiele, za wiele odkrywać, ale chcę uwiecznić to, jak nam dobrze razem. Mam naprawdę dużo szczęścia, że tak poskładały sie losy, że żadne z nas nie założyło wcześniej innej rodziny, że po latach znajomości nagle spojrzeliśmy na siebie inaczej. Mój Bałwan bardzo mi się podoba. Pod każdym względem. W wielu sytuacjach udowadnia jakim jest wspaniałym, kochającym facetem, ojcem, rozsądnym człowiekiem. Podziwiam go za to. Podziwiam go za umiejętność pacyfikowania mnie. Wspiera mnie, podnosi na duchu (jak martwię się swoją pracą, bądź relacjami z Bałwana teściową), rozśmiesza no i … spełnia moje sny. Tak jak wczoraj :P

Chciałabym, abyśmy byli na tyle mądrzy i spostrzegawczy, aby pielęgnować to uczucie i utrzymać je w takim stanie długie lata.

ps. Nie mogę w to uwierzyć, tak dawno nic nie pisałam, że w pierwszym odruchu nie wiedziałam co wpisać w pola logowania … ;)

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Szał dnia codziennego ;)

Sto lat już nie pisałam, ale co się przymierzam, to stwierdzam, że nic nie mam nowego, odkrywczego ani ciekawego do napisania. Bo wszystko jest takie same, codziennie budzimy się rano, a zaraz potem łapię się na tym, że jest wieczór i trzeba Zosię układać spać. Codziennie to samo – dyscyplina, żeby zdążyć z planem dnia, rutyna no i duże zmęczenie. Jestem cyborgiem.

Organizujemy sobie tak czas, żeby zawsze kiedy Bałwan jest na rano w pracy ktoś był ze mną i pomagał z Zosią. Wygląda to tak, że albo jest z wizytą babcia albo dziadek albo to my dwie jesteśmy u jednych albo drugich. I w ten sposób funkcjonujemy. Grafik na chwilę obecną mamy do połowy kwietnia zrobiony. Z jednej strony to naprawdę super sprawa, z drugiej – my z Bałwanem życia swojego nie mamy. Bo nawet jak już schowamy się w sypialni to tam jest Zosia. Dodatkowo ja mam ciągle na głowie swoją pracę, te 4 godziny dziennie to naprawdę dużo. Z drugiej strony może by mnie praca tak nie męczyła, gdyby nareszcie sprawy się uspokoiły. Czy muszę wspominać, że o moim urlopie wychowawczym w dalszym ciągu cisza? :(

To wszystko złożyło się na fakt, że w końcu nie wytrzymałam i z mega bólem głowy wylądowałam w szpitalu. Nafaszerowali mnie środkami przeciwbólowymi tak, że nie tylko o karmieniu Zosi nie mogło być mowy. Dwa kolejne dni dochodziłam do siebie po tej dawce prochów. Teraz staram się nie przemęczać się, ale codziennie mam zagwozdkę z czego mam zrezygnować, skoro wszystko ważne i pilne i zaległości (np. w prasowaniu) też rosną. Takie życie.

Z Bałwanem próbujemy jakoś w tych partyzanckich warunkach dbać i pamiętać o sobie. A to robimy sobie małe prezenty, a to siądziemy na kanapie z fajną muzyką w tle i pogadamy, a to wyskoczymy na basen. Nawet udało nam się obejrzeć w Rampie Jeźdźca Burzy. Chciałabym coś więcej napisać o tym, ale muszę za chwilę lecieć. Na pewno mogę tylko napisać, że musical cudowny, wspaniale przygotowany, genialne przekłady i wykonanie. Super super super, kto nie był to polecam, tym bardziej, że podobno niedługo mają ten spektakl zdjąć.

Dobra mój czas się kończy, muszę odmeldować się do kolejnego punktu programu.

Miłego poniedziałku!

ps. Zosiula raczkuje!! Wystartowała w sobotę mając 6 miesięcy i 3 tygodnie. Dzień później (poprzedzony NAPRAWDĘ ciężką nocą) zobaczyliśmy opuchniętą dziurę w dziąśle = pierwszy ząb ( prawa dolna jedynka). Jeszcze nie wylazł ale jest tuż tuż.

Category: Bez kategorii  10 Comments

100 Lat!

Wszystkiego najlepszego Skarbie nasz! Zosiunia dziś kończy pół roku. W chwili kiedy to piszę, brakuje 22 minut do 11.30, kiedy to nasze dzieciątko wyłoniło się na ten świat. Pół roku minęło jak z bicza strzelił. Kiedy? Jak? Nie wiem, nie pamiętam.

Pół roku, mimo obaw, minęło nam na w miarę przespanych nocach, braku kolek, szczepionkach bez negatywnych reakcji, na patrzeniu jak Zosia się rozwija, uśmiecha, coraz więcej widzi, słyszy, rozumie, dalej sięga na swoich łapkach i brzuchu (dalej=pod stół).

Do drugiej połówki i pełnego roczku też pewnie nam tak minie. Chociaż teraz to już zupełnie inna jazda będzie. Zosia już okazuje, że jest niezależną jednostką i próbuje wyrażać swoje zdanie. Pół biedy, gdy jej się podoba, to co jej proponujemy. A jak nie to niestety też potrafi pokazać i próbuje egzekwować. A jak nie wyegzekwuje to przynajmniej ostro powalczy. Nie poddaje się bez walki. A jak walczy? Ano pluje i prycha. Jak próbuję jej założyć czapkę, przyciska brodę do klatki i prycha. Jak nie chce jeść to zaciska usta, prycha. Fajnie, że umie komunikować swoje niezadowolenie, odmienne zdanie, ale mam nadzieję, że będziemy umieli wychwycić moment, w którym trzeba jej będzie pokazać, jak w skuteczny ale uprzejmy (i suchy ;) )sposób wyrażać swoje odmienne zdanie.

Mam nadzieję, że teraz kiedy nasza komunikacja wchodzi w inne niż tylko płaczu i przytulania fazy, będziemy umieli tak nią pokierować, aby nie utrwalał jej się taki mały uparciuszek. Tego sobie i Zosi na pewno życzymy. Chcielibyśmy, aby była mądrą rezolutna dziewczynką. Aby miała własne zdanie i potrafiła je komunikować w fajny sposób.

A poza tym niech pozostanie taka pogodna, radosna, towarzyska oraz przede wszystkim zdrowa.

Jeszcze raz wszystkiego, co najwspanialsze dla Ciebie Maluszku :*
Dżeniska i Bałwan (mamunia i tatuś)

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

2012

Z okazji Nowego Roku życzę wszystkim dużo pozytywnych momentów, zaskoczeń, pozytywnych ludzi i zdarzeń. Dużo zdrowia, sił, optymizmu, żeby ta mieszanka napędzała do spełniania marzeń, walki o to czego potrzebujemy i chcemy. Wsparcia ze strony najbliższych i tych dalszych, ale życzliwych osób. Dużo dobrego dla Was wszystkich. Poszukiwaczom pracy życzę odnalezienia nie tylko mądrego pracodawcy, ale też ciekawej, pełnej wyzwań, rozwijającej i odpowiednio nagradzanej pracy i lojalnych, sympatycznych pracowych znajomości.

Mój rok 2011 był na pewno najszczęśliwszym rokiem z wszystkich, jakie przeżyłam dotychczas. Mam nadzieję, że nowy będzie conajmniej tak samo dobry i szczęśliwy. Jedyne co, to w 2012 roku nie chcę drugi raz wychodzić za mąż :) Mam już tego, który mi odpowiada jak nikt :)

Dziękuję za Bałwana, Zosię za to, że udało mi się przetrwać trudne chwile, kiedy jeszcze nie byliśmy razem, że przeżyliśmy razem powitanie Zosi na świecie, że uśmiechamy się mimo całej tej batalii związanej z pracą.
Dziękuję za to, że byliście na naszym weselu, że ze mną jesteście w ważnych chwilach mojego życia. Ze wsparciem i troską i dobrymi radami.

Udanej imprezy choćby w NOT :P Najważniejsze jest przecież, żeby był w dobrym towarzystwie :)

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Zosi 1wsze święta

Pierwsze święta z nową rodziną za mną. Było ok, inaczej niż u nas, nie było „nieproszonego gościa” ani „u Pana w Boga”, niestety nie było chichotów z braćmi ani pilota zaraz po kolacji. Najbardziej niestety to nie było kocyka przez wszystkie dni i gaszenia światła, gdy ktoś dzwonił do drzwi ;) Była Zosia, która trochę się rozbrykała i zasypianie było wyzwaniem. Pierwszy raz nasza Zosia była z nami w święta. Kochana mała dziewczynka. W sukienusi od Rowerka wyglądała bosko. Ona jest taka słodka…

Niestety dziś mam kiepski dzień to i bardziej mnie ściskają za gardło kwestie z Zosią związane. Malutka ma alergię i na buzi ma okropne alergiczne plamy. Myślałam, ze to od masła, bo ja zła matka wsuwałam. Odstawiłam. Teraz podejrzenie kieruję na czekoladę i kakao. Nie jadłam wprawdzie dużo, ale w święta i było ciasto z kakao i ciasteczka z czekoladą. Jak mówię – niedużo – ale było. Odstawiamy. Maść nie pomaga na plamy i za każdym razem, jak widzę swoje dziecko z tymi wykwitami, które ma przeze mnie, to mam ochotę się powiesić :( (

No a największy ból, taki do płaczu, to ten, że nie mam Zosi czym karmić. Nie wiem co się dzieje. Znika pokarm już od jakiegoś czasu. Próbuję rozkręcić laktację częstym przystawianiem i piciem hektolitrów płynów. Piersi są jakby pełniejsze, ale pokarmu więcej w nich nie ma. Chce mi się wyć. Jestem okropna, fatalna. Nie potrafię dziecka nakarmić. Mała niewiele przybiera na wadze i czuję się tak potwornie winna. Boję się o nią, martwię. Dwa razy próbowaliśmy jej dać modyfikowane, żeby głodna nie była, ale ona nie chce. Raz pluła i się krzywiła drugim razem wypiła z 10-20ml i też pluła.

Czy tak się zdarza, że pokarm sam z siebie znika? Piję dużo, jem wartościowe rzeczy. Więc czemu? Co robić???

Poza tym .. znów dostałam dziwną wypłatę, suma nie wiem z czego wynika a payslipu nie mam więc nie sprawdzę. W sprawie odwołania cisza, w sprawach podatkowych cisza, namiary na doradcę wysłane i … zgadnijcie … cisza :/ Wszystko cisza, wszystko stres i nerwowe oczekiwanie. Dużo. Chciałabym powiedzieć, że przynajmniej dziecko zdrowe ale – mimo, że Zosia jest zdrowa – no to i tak jest zmartwienie z tym karmieniem.

Dupa dupa i wszystko dupa.

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Zdarza się.

Zdarza się ostatnio, że nasze ukochane user friendly dziecko znika na kilka-kilkanaście godzin. W jej miejsce pojawia się jedna wielka maruda. Mamy podejrzenia, że to ząbki ją męczą, bo maść na dziąsła pomaga, poza tym niunia wszystkim co ma pod ręką próbuje sobie też poradzić z bólem. Oglądam dziąsła i wydają mi się raz pulchne, raz normalne, raz białe, innym razem chyba jednak normalne. Nie wiem. Ale chciałabym, żeby to się skończyło jak najszybciej pięknymi jedynkami. Niunia wczoraj najpierw zwyła się z bólu, potem z wyczerpania, zmęczenia i umęczenia. Tuliliśmy ją, przytulaliśmy, głaskaliśmy, nawet zabawialiśmy. Ale jak boli to i niewiele pomaga.

W mojej robocie bez zmian. Na lepsze ;) Machina z odwołaniami nakręcona, już wysłane zostało pismo do Sądu Arbitrażowego. Rzecznik też swoje próbuje wskórać. A ten cały urząd broni się rękami i nogami. Co do samej firmy mojej, doprosiłam się już swoich payslipów od stycznia. I zadrżałam. Jeden wielki błąd. Payslipy (ale nie wypłatę!!) dostałam nawet za maj i czerwiec, kiedy przecież miałam wypłacane urzędowe wynagrodzenie z tytułu u.macierzyńskiego! Pomijając już, że na tych papierkach mam 1 grupę podatkową. Nie odnotowali, że w międzyczasie założyłam rodzinę! Banda baranów!!!! I to jeszcze nie wszystko … :/

Za tydzień święta. Patrzę za okno, a tam piękne słoneczko jesienne, temperatura powyżej 5 stopni. Jakby nie patrzeć, zima znów zaskoczyła drogowców i innych :) Oby tak było w samą Wigilię, kiedy będziemy przemieszczać się naszą dynią na północ. Zapewne nie jako jedyni … :( Oby dojechać bezpiecznie!

Przemieszczamy się na północ, gdyż tegoroczne święta spędzamy z rodziną Bałwana. Moi rodzice, choć zaproszeni, nie zdecydowali się dołączyć ze względu na brata (mojego). Choć na pewno jest im smutno, że nie będzie ich w pierwsze Zosiuni święta z ukochana wnusią. Rysiek zaklina rzeczywistość, powtarzając jednak jak mantrę, ze w styczniu ich odwiedzimy :)

A teraz apel. Cieszę się, że to czytacie Dziewczyny z Kotami, Ruda, Tajemnica, Blondyna … Jesteście na bieżąco, ale ja nie! Odzywać mi się natychmiast! Wy i wszyscy, którzy dawno się nie meldowali!

Dobra, wracam do pracy! Miłego dnia!

Category: Bez kategorii  2 Comments

:)

Wczoraj, wprawiając mnie i mojego brata w osłupienie, Zosia wyrecytowała MAMA :) Wiem, że zapewne jeszcze nie jest świadoma tych słów, ale możecie sobie wyobrazić, jak się poczułam :) Dziś Bałwan testował Zosiulkę i raz na hasło mama, Zosia popatrzyła na mnie. Wiem wiem … przypadek :) Ale jaki miły.

Dziś z kolei osłupiałam jeszcze parę razy. Np. kiedy musiałam walczyć o przyjęcie do specjalisty poza kolejnością. W zeszłym tygodniu p. doktor mi powiedziała, żebym przyszła w poniedziałek na 8-mą rano. A jak przyszłam (i to dużo wcześniej) to zastałam 8! osób, w takiej samej, jak ja sytuacji. Miałam farta i weszłam jako druga, pierwsza po osobie wcześniej zapisanej, tylko dlatego, że wcisnęłam lekarce swoją kartę, a pozostali musieli po nie dygać na dół. I ucięłam sobie dyskusję z p. doktor. Jak jej powiedziałam, że nie będę siedzieć tu kilka godzin, bo mam dziecko odpowiedziała, że na pewno ktoś z dzieckiem jest, a jak nie jest (???) to żebym je podrzuciła sąsiadce! ;) Potem zaczęła się ze mnie nabijać, że co ja sobie myślę, że jak mi powie, że mam przyjść na 8-mą to znaczy, że mnie o 8-mej przyjmie?? Powiedziałam bez cienia wahania, że dla mnie właśnie to znaczy. Zaczęła się dyskusja na temat tego, że chyba byłoby dziwne gdybym nie uznawała za nienormalne najpierw walki w poczekalni o kolejność, a przedtem, w trakcie i potem nie odsiadywała kilku godzin LICZĄC na to, że zostanę przyjęta. Nie da się ukryć, że przyznała mi rację, ale skończyło się na typowym „co ja mogę”. Potem jednak włączył jej tryb Dobra Rada i powiedziała, że jak pilna sprawa, to żebym poszła do lekarza prywatnie! No, nic prostszego. Już mówiłam dziś Bałwanowi, że na tej samej zasadzie twój bank Cię odprawi, gdy chcesz podjąć pieniądze i każe iść do innego, gdzie za to zapłacisz. Ja mogę iść, ale ze sobą zabieram swoje pieniądze i prawo do dysponowania nimi. Marzenia ściętej głowy w tym naszym kraju.

Na propozycję p. doktor odpowiedziałam szczerze, że ta wizyta potrzebna mi jest, żeby chociaż badania bezpłatnie zrobić. Bo przecież te skierowania przez lekarza prywatnego są pełnopłatne. Pokiwała głową. A tak swoją drogą prywatna wizyta to wydatek 200PLN, drugie tyle to USG na miejscu. Wystarczy.

W gruncie rzeczy wiem, że lekarka nie jest niczemu winna. Sama musi się codziennie borykać z takimi pacjentami jak ja albo i gorszymi, których obejrzałam na korytarzu. Jedna babka wyciągnęła z wszystkich informacje o chorobach, zastosowanym leczeniu. Przydybała jakąś znajomą i cała poczekalnia dowiedziała się, że syn się ożenił, córka na SGGW żywienie studiuje, a Bogusia mieszka na Lazurowej… Koszmar. Babka jednak zachęciła do pogaduch więc zaczęło się mędrkowanie. Pamiętajcie, u lekarza nie dajcie sobie wcisnąć tabletek, bo one są robione w betoniarce i nie są dobrze mieszane, wskutek czego substancje leczące w jednej tabletce są, a w drugiej nie! Idźcie od razu po zastrzyki. Ale nie jakiekolwiek!!! Takie na stany zapalne mają być! :) )

Człowiek uczy się całe życie i pomysłodawczyni tych konwersacji też. Jak ktoś podzielił się schorzeniem, którego nie miała, a przez to i nie znała, dopytywała się jak to się objawia i diagnozuje. Coś czuję, że pacjenci innych specjalności ją niedługo poznają :) )

Czytałam dziś o Norwegach zmagających się z depresją. Wykańcza ich dobrostan, przez który ich życie jest puste. Dobre. Znudzeni wygodnym i spokojnym życiem. Mogę się zamienić. Albo dam się w ramach ich terapii dofinansować i trochę „znudzić” dobrostanem :)

Ale dziś deszczowo, nie? Dzień już się kończy całe szczęście, oby jutro wyszło słonko :) Miłego wieczoru.

Category: Bez kategorii  Leave a Comment

Weekend

nigdy nie cieszyłam się tak bardzo z weekendu jak teraz, odkąd mam dziecko i pracuję. W ciągu tygodnia brakuje mi czasu dla Zosi, choć przecież całe dnie spędzamy ze sobą. W tym samym pokoju ja pracuję, a ona się bawi. Ale taki czas kiedy cała dla niej jestem, kiedy gadamy, tańczymy, bawimy się i przytulamy w ciągu dnia jest ograniczony, przez to właśnie, że mimo, że kilka metrów od mojego Skarbka, to muszę siedzieć na tyłku i klepać w klawiaturę.

Nie wspominając o tym, że jak już popracuję, poprzytulam się z Zosią i trochę ogarnę dom to jestem zżuta i wypluta. Taka zmęczona, że zasnąć nie mogę.

A w weekend jest inaczej. W weekend nie pędzę do biura czyli drugiego pokoju. Mogę powoli się budzić (albo szybko – zależy, jak Zosia postanowi :P ). No i mamy naszego Bałwana! Wprawdzie czasem wymyka się na weekendowe zmiany do pracy, ale jutro akurat będzie nasz.

Dzisiaj, jak położyłam Zosię spać zabrałam się do prac domowych, aby jak najwięcej mieć wolnego czasu jutro i pojutrze. Tak się cieszę na te wspólne chwile!!! W planach oprócz bycia razem mamy tez odwiedziny u znajomych, którzy wybawili nas z opresji, jak nam dynia czarna na środku drogi stanęła. Fajnie będzie się spotkać.

Życzę wszystkim Wam wspaniałego, pełnego relaksu i uśmiechu weekendu!

Category: Bez kategorii  One Comment

Pomagamy

Kilka dni temu w TV wspominano o akcji Świąteczna Paczka. Zainteresowaliśmy się z Bałwanem, ponieważ mamy w piwnicy całą tonę ciuchów, których chcieliśmy się pozbyć – ale nie wyrzucać, bo są w całkiem dobrym stanie, niektóre nawet nie noszone. Najpierw rzeczy miała odebrać nasza wspólna z Rowerem znajoma. Dziewczyna z domu dziecka, lat 19, obecnie w ciąży. Ale dziewczyna mimo wielu zapewnień i kilkakrotnego umawiania się ani się nie zjawiła ani rzeczy nie odebrała. Tylko napisała mi swój numer telefonu (jakbym go nie miała) poprosiła o to, żebym zadzwoniła się umówić … ?? Tak więc stwierdziłam, że jak ktoś nie życzy sobie pomocy, a raczej życzy sobie za wiele, to oddam gdzieś indziej. Pobliski Caritas był moim celem, ale jak poszłam w godzinach urzędowania to zastałam gigantyczna kolejkę ludzi, którzy po pomoc przyszli – a nie z pomocą, jak ja. Ze względu, że byłam z Zosią, poszłam sobie.

Tak więc ta Świąteczna Paczka trafiła w dobry czas.

Na stronie szlachetnapaczka.pl trzeba odszukać najbliższy punkt przyjmowania paczek, a potem z listy przypisanych do tego rejonu potrzebujących rodzin kliknąć tę, której chce się pomóc. Potrzeby są duże i nie bylibyśmy w stanie uszczęśliwić jakiejkolwiek rodziny. Postanowiłam więc, że oddam te rzeczy na daną rodzinę, ale bez klikania i „zamawiania” jej. Może znajdzie się ktoś, kto będzie mógł pokryć wszystkie potrzeby, a ja swoją część dorzucę. Dodatkowo upatrzyłam sobie też rodzinę z 4-miesięcznym dzieckiem, dla którego też potrzebna pomoc. Dla tego malucha również chciałam bez klikania przynieść jakieś rzeczy – choćby paczkę pieluch.

Poszłam pod adres gdzie zbierano paczki, żeby się upewnić, że mogę tak zrobić. Tak to znaczy przynieść konkretną rzecz, oznaczyć ją kodem rodziny i mieć pewność, że do niej trafi. Panie były miłe, nie wiedziały czy tak można, ale próbowały się dowiedzieć. Nie o tym jednak chciałam. Jak usłyszały, że chcę pomóc pokazały mi kartkę: dziecko 7 miesięcy, 2 lata, 7 lat i jeszcze trójka maluchów. Właśnie dostały informacje, że ta rodzina pilnie potrzebuje pomocy. Rodzina bez dochodów. Zero. Więc potrzebują wszystkiego. Najbardziej mnie schwycił za serce ten najmłodszy. I już chciałam pędzić do Tesco. Byłam jednak na spacerze z Zosią i pogoda była piękna. Szkoda było to tracić czas na zakupy, postanowiłam zrobić je jutro.

Wyszłam i spacerując z Zosieńką myślałam. Jeśli wesprę tę rodzinę, to będzie kilka -naście, -set itd. następnych. Jeśli wesprę ją teraz, to kto jej pomoże jutro? Jeśli nie wesprę to co z nimi się stanie? Może nikt nie pomoże? Wszystkim się nie da pomóc, to jasne. A jednak boli mnie to i może bym próbowała, gdybym wiedziała, że to nie jest studnia bez dna.

Myślałam o tym także w kontekście nadchodzących ciężkich zmian. Tusk miał mocne expose. Pokaz determinacji i zdecydowania. Kurczę, ale on chyba nie ma kontaktu z takimi osobami? Zapytał go facet, który stracił uprawę (z tego żyje): Jak żyć?? No właśnie, chciałabym żeby odpowiedział kilku osobom premier, jak mają żyć. Wkurza mnie to. Wiem, że jest (idzie) kryzys, że mamy długi, że brakuje na to tamto. I że w związku z tym, wszyscy musimy się na te potrzeby zrzucać. I że na to zrzucanie się, musimy, po prostu musimy mieć i dać. Ale kurczę, skąd ma dać rodzina z zerowym dochodem?? Skąd ma dać rodzina z minimum, korzystająca już z pomocy takiej, jak świąteczna paczka. Skąd mają dać rodziny, które żyją na poziomie dobrym, nie brak im na jedzenie i co jakiś czas mogą swobodnie kupić sobie ciuchy, wyskoczyć do kina. Jak oddadzą to dołączą do grupy korzystającej z pomocy … Zabierać bogatym. Ok, bogaty=przedsiębiorca? Który odważnie, ale nie bez obaw i stresu zakłada coś na własną rękę i może teraz lub w przyszłości da komuś pracę? Przecież pójdzie na dno. To może ten przedsiębiorca, co ma już mocną pozycję, nie inwestuje już, tylko od lat zbiera zyski? Ilu ich jest??

W naszym państwie nie ma osób, od których można by wystarczająco wyciągnąć, aby pokryć wszystkie potrzeby. Nie ma, po prostu. My sobie nawzajem próbujemy pomagać, ale decyzje polityczne ścigają nas i niedługo pewnie już nie damy rady pomagać. Smutne to. Wkurzające.

Na liście potrzebujących Świątecznej Paczki jest masa rodzin, gdzie rodzice są w wieku 30-50 lat. Im nie trzeba pomocy tylko pracy. Po prostu pracy. Której ludziom dookoła mnie, bliskim i dalszym, po prostu brakuje. Niech to się w końcu zmieni. Pracowity naród, tylko póki co, co z tego? :(

Jutro pójdę po małe zakupy dla tej rodziny z 6 dzieci. Zapakuję ubrania i zaniosę do punktu. Dla tego 4-miesięcznego pewnie kupimy pieluszki. A jak w supermarkecie będzie zbierana żywność też pewnie coś wrzucimy.

A Wy dalej trzymajcie proszę kciuki za mój urlop wychowawczy, bo ten cały zakichany CNPF faktycznie odrzucił moje odwołanie … :(

Category: Bez kategorii  3 Comments